Trochę niesłusznie przyjęło się, że pierwsze sesje wyznaczają kierunek na cały rok. Ostatnie lata nie zawsze potwierdzają tę regułę, więc zapewne także w obecnych "ciekawych" czasach będzie więcej giełdowych wahań niż na wczorajszej dość spokojnej sesji. Absencja funduszy znacznie obniżyła obroty i wpędziła nasz rynek w konsolidację przerywaną jedynie wyskokami na początku i szczególnie na końcu sesji. Kontrakty pokonały w końcu linie trendu i średnią kroczącą, ale obrót nie zachęca do traktowania tego jako mocny sygnał kupna.

Skoro nie ma na razie wiarygodnych sygnałów, to może warto "pogdybać" nad możliwymi dalszymi scenariuszami. Inwestorzy korzystający z analizy technicznej robią to dość niechętnie, bo podstawę podejmowania ich decyzji stanowi wygenerowany (przez np. wskaźniki lub formację) sygnał, a nie same możliwości powstania jakichś formacji. Można przecież w ten sposób tak naprawdę założyć dowolne dalsze kształtowanie się cen.

Jednak znudzony konsolidacją z miliona scenariuszy wybrałem na razie tylko jeden. Kończąc rok wszystkie trzy główne indeksy amerykańskie doszły do wsparć, które uznać można za linię szyi hipotetycznej formacji głowy z ramionami. Na naszym rynku formacja jest nieco pochylona. Na wszystkich rynkach brakuje jeszcze ukształtowania prawego ramienia. Obecny "efekt stycznia" zapewniłby brakujące niedźwiedzie ogniwo, i zapewne już pod koniec stycznia obawy o skutki wojny w Iraku pozwoliłyby dopełnić dzieła zniszczenia, przebijając linię szyi. Jednak by taka pesymistyczna wymowa ewentualnych wzrostów nie była błędna, S&P500 nie powinien przekroczyć 925 pkt., Nasdaq 1420 pkt., a na naszym rynku za taki poziom uznać można okolice 1225 pkt. Na razie chwila oddechu na przebudowę portfeli jak zawsze byczych funduszy.