Na początek truizm. Rozwój gospodarczy jest ściśle związany z poziomem wykształcenia społeczeństwa. Niby takie to jasne, że tylko powiedzieć: kropka. Heca polega na tym, że z faktycznym zrozumieniem konsekwencji tego sloganu jest kiepsko. I dlatego trzeba wciąż trąbić o potrzebie oświecania, także ekonomicznego, Polaków.
Właściwie można by się nawet i pośmiać z poziomu wiedzy ekonomicznej w Polsce. Jak pokazały np. badania sprzed roku, nasi obywatele deklarują "duże zainteresowanie tematyką ekonomiczną". Aż dla 69% badanych wiedza ekonomiczna jest ważna w życiu zawodowym, a dla 80% - również w życiu osobistym. Pięknie. Szkoda tylko, że jednocześnie ci ponoć wielce zainteresowani ekonomią rodacy wykazują się w istocie kompletną ignorancją w tym względzie. Wspomniane badania pokazały brak zrozumienia nawet podstawowych pojęć ekonomicznych. Np. aż 48% badanych twierdziło, że w 2001 roku ceny w Polsce wzrosły od... 10 do 50%! Co trzeci respondent uważał, że stopa bezrobocia w Polsce wynosi obecnie 30%...
Jednym z przejawów kompletnej ignorancji ekonomicznej był niedawno przeprowadzony sondaż, z którego wynikało, że większość osób uważa, że ceny rosną zbyt szybko. Hmmmm... No cóż, w kontekście rekordowo niskich wskaźników inflacji to dość ciekawe spostrzeżenie. Zresztą co tu mówić o normalnych obywatelach, skoro kompletną niewiedzą (żeby nie użyć bardziej adekwatnego określenia...) wykazują się - niestety - np. dziennikarze czy analitycy, mający ponoć tłumaczyć pewne zjawiska. Tak więc zdarzyło mi się wyjaśniać, że inflacja w strefie euro nie wynosi wcale 30-40% rocznie, jak twierdził jeden z gwiazdorów radia. Pusty śmiech ogarnia człowieka, gdy czyta też analizę promowanego medialnie tzw. ekonomisty, który w pocie czoła nabazgrolił konfabulacyjne opracowanie historii Rady Polityki Pieniężnej. Piszę "konfabulacyjne", bo jegomość ów poszedł na całość i fantazja zupełnie go poniosła. "Analizował" rzekome działania RPP od początku lat 90., kiedy żadnej Rady nie było... Ale co tam tzw. ekonomiści. Poziom bzdur sięga czasem zenitu nawet w pracach osobistości z tytułami profesorów, którzy - zapewne głównie w celach propagandowych lub marketingowych (by wyjść z mroku zapomnienia) - wypisują dyrdymały np. o rzekomych zaletach wysokich podatków czy też urojonych korzyści z wysokiej inflacji. Trudno się więc dziwić, że czytelnicy tych dzieł - i tak mało wiedzący - nie rozumieją już nic.
Można się więc chwilę pośmiać, ale za moment nieuchronna jest konstatacja, że tak naprawdę śmiechu nie ma. A edukacja jest nie tyle potrzebą, ile koniecznością. Skoro ludzie nie rozumieją podstawowych pojęć ekonomicznych, to jak mają rozumieć mechanizmy, które decydują o tym, czy mają pełny portfel, czy też są bezrobotnymi?
O tym, jak ważna jest edukacja ekonomiczna dla rozwoju gospodarczego może świadczyć fakt, że w realizację projektów upowszechniania wiedzy angażują się coraz bardziej banki centralne. Bank Anglii z "The Times" organizuje co roku ogólnokrajowy konkurs dla młodzieży, którego uczestnicy przejmują rolę Komitetu Polityki Monetarnej BA. Bundesbank opublikował i rozesłał do szkół zestaw materiałów edukacyjnych do prowadzenia zajęć z zakresu ekonomii dla gimnazjów pod hasłem "Unser Geld" - czyli "Nasz pieniądz", a dla szkół średnich pod tytułem "Geld & Geldpolitik" - "Pieniądz i polityka monetarna". "Buba" może pochwalić się także świetnym, nowoczesnym centrum edukacyjnym przy Muzem Pieniądza we Frankfurcie. Podobnym ośrodkiem dysponuje także Narodowy Bank Czech. Wiele projektów realizuje również Fed.