W piątek znowu o kilkadziesiąt centów podrożała ropa naftowa. Uczestnicy tego rynku wątpią bowiem, by Wenezuela zdołała w krótkim czasie przywrócić poziom wydobycia sprzed trwającego już ponad miesiąc strajku generalnego. Praktyczne wstrzymanie przez ten strajk dostaw do USA spowodowało tam już spadek zapasów, co może być jeszcze bardziej odczuwalne za kilka dni. Synoptycy prognozują bowiem atak zimy zwłaszcza na północno-wschodnie stany, gdzie ma napadać ponad pół metra śniegu przy silnym mrozie, co znacznie zwiększy zużycie oleju opałowego.

Prezydent Wenezueli Hugo Chavez zapowiedział, że w ciągu 45 dni jego kraj przywróci wydobycie do 3 mln baryłek dziennie, a więc do poziomu sprzed 2 grudnia ub.r., kiedy to rozpoczął się strajk. Chavez zaapelował do sąsiednich krajów, by przysłały mu specjalistów z przemysłu petrochemicznego, którymi chciałby zastąpić strajkujących pracowników państwowej firmy Petroleos de Venezuela. Analitycy nie wierzą jednak, by szybko udało się zwiększyć wydobycie ropy u tego do niedawna piątego eksportera na świecie.

Baryłka ropy gatunku Brent na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie kosztowała w piątek po południu 30,17 USD, czyli o 2,5% więcej niż na czwartkowym zamknięciu.

Podrożała też w piątek miedź. Cena tony tego metalu wzrosła w ciągu tygodnia o 52 USD, do 1612 USD, a więc o 3,3%. Inwestorzy uznali bowiem, że czwartkowy raport ISM o znacznym i niespodziewanym wzroście aktywności w amerykańskim przemyśle zwiastuje rychłe ożywienie tamtejszej gospodarki, a to powinno zwiększyć popyt na miedź.

Uncja złota zdrożała na popołudniowym fixingu w Londynie do 344,5 USD, a więc o 0,70 USD od czwartku. Wysokiej cenie tego kruszcu sprzyjały wciąż niskie notowania amerykańskiego dolara i słabe otwarcie sesji na giełdach akcji w USA.