- Kto ma i kto może niech skupuje dolary i euro - i gospodarstwa domowe, i ludność, przedsiębiorcy i banki. Tańsze niż teraz już nie będą. Jest to wyjątkowa okazja do poprawienia swojej sytuacji finansowej, a w ślad za tym spadnie kurs złotego - powiedział G. Kołodko w sobotę w Polskim Radiu Wrocław.
W opinii ekonomistów, to kolejna próba "werbalnego" osłabienia naszej waluty, podejmowana przez jednego z członków rządu. Do tej pory nie przynosiły one efektów, a jeśli rynek reagował na takie wypowiedzi, to wahania kursów były tylko chwilowe. Ich zdaniem, jest mało prawdopodobne, aby Polacy zaczęli teraz masowo zamieniać swoje oszczędności ze złotych na dolary czy euro.
- Miłość do dolara w naszym kraju była kiedyś bardzo silna, ale miało to miejsce wtedy, gdy złoty był bardzo słaby. Część zasobów pieniężnych nadal jest utrzymywana w walucie amerykańskiej, ale te oszczędności mają charakter marginalny - powiedział PARKIETOWI Grzegorz Wójtowicz z Rady Polityki Pieniężnej. Jego zdaniem, dolar i euro są w tej chwili tanie, ale to nie oznacza, że z ich zakupem nie wiąże się ryzyko. Dlatego każdy, kto rozważa taką operację, powinien się dobrze zastanowić. - Polacy nie gęsi i swój rozum mają - stwierdził G. Wójtowicz.
W masowe zakupy walut zagranicznych przez gospodarstwa domowe i firmy nie uwierzyli też inwestorzy z rynku walutowego. Świadczy o tym wczorajsze umocnienie złotego przed informacją o zmianach w rządzie. Dolar potaniał do 3,82 zł z 3,83 zł w porannym handlu. - Obroty były niewielkie, a to również potwierdza, że rynek nie przestraszył się wypowiedzi ministra finansów - mówi Robert Kęsicki, dealer walutowy z Kredyt Banku.
W opinii specjalistów, zakup zagranicznych walut nie jest w tej chwili najlepszym pomysłem. - Wydaje mi się, że wynik referendum unijnego będzie pozytywny i Polska wejdzie do UE w 2004 r. Bez dwóch zdań spowoduje to umocnienie się złotego - twierdzi R. Kęsicki. - Kurs naszej waluty będzie nadal rósł. Spodziewamy się, że pod koniec roku dolar będzie kosztował 4,1 zł - mówi Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w Pekao. - Chyba że Ministerstwo Finansów wie o jakichś czynnikach, o których my nie wiemy, a wynikają z nich nadzieje na osłabienie złotego - dodaje (w budżecie na 2003 r. nie zostały zawarte prognozy zmian kursu naszej waluty). - Rynek walutowy będzie w tym roku podlegał silnym wahaniom. Oprócz pozytywnych czynników związanych z wchodzeniem Polski do UE będą też wydarzenia, które mogą spowodować osłabienie naszej waluty, np. wybór nowej Rady Polityki Pieniężnej, kłopoty z budżetem oraz zapowiedziane przez resort finansów interwencje na rynku walutowym - twierdzi Marcin Bilbin, analityk Banku Handlowego.