Plan amerykańskiego prezydenta, zakładający zmniejszenie dochodów państwa oraz zwiększenie wydatków, zaskoczył ekonomistów. Wielu z nich obawia się pogłębienia deficytu budżetowego w USA. Jeśli założenia planu nie spełnią się, gospodarka może dalej pozostać bez ożywienia, za to z o wiele większym deficytem budżetowym.

Z taką właśnie sytuacją borykają się obecnie politycy niemieccy. Wobec zbyt dużego deficytu budżetowego, będącego wynikiem właśnie zbyt luźnej polityki fiskalnej państwa, kanclerz Gerhard Schröder już w listopadzie ubiegłego roku zdecydował się na podwyżkę podatków. Presja na takie działania pochodzi w dużej mierze z Brukseli. Limit deficytu w stosunku do PKB to w Unii Europejskiej 3%. W 2002 r. Niemcy miały natomiast 3,8%. Wczoraj władze Unii oficjalnie skrytykowały Niemcy za nieprzestrzeganie założeń traktatu z Maastricht.

Podwyżka podatków jest w Niemczech również niejako "mniejszym złem". PKB Niemiec, pomimo wszelkich wysiłków władz, rośnie w tempie najwolniejszym wśród wszystkich krajów Piętnastki. W ubiegłym roku wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie 0,5%, a indeks giełdy we Frankfurcie - DAX - obniżył się aż o 44%. Skoro gospodarki bez pomocy zagranicy nie można ożywić, rząd postanowił przynajmniej zmniejszyć poziom deficytu budżetowego i dostosować się w tym względzie do wymogów unijnych.