Sala notowań na drugim piętrze budynku GPW zapełnia się bardzo szybko. W Nowym Jorku minęła dziesiąta przed południem. W Tokio wybiła północ. W Sydney druga w nocy. W Warszawie szesnasta. Tuż przed rozpoczęciem wczorajszych uroczystości na naszej giełdzie WIG osiągnął 13 874 punkty, natomiast WIG20 zbliżał się do 1113 punktów. O czymś dużo lepszym marzą jednak prezesi spółek, inwestorzy... Wierzą jednak, że te marzenia się ziszczą. W końcu zawsze po czasach trudnych przychodzą lepsze. Zresztą i w chudych latach można też osiągać sukcesy. W końcu wczoraj do sali notowań przyszli właśnie ludzie, którzy udowodnili to w ubiegłym roku.
Na dużym świetlnym ekranie znikają środowe notowania GPW. Pojawia się wielki napis "Byki i Niedźwiedzie 2002" i wizerunek statuetki - nagrody dla najlepszych z najlepszych. Trzeba kończyć - przynajmniej na chwilę - towarzyskie rozmowy. Za prezydialnym stołem siadają prezes GPW Wiesław Rozłucki, wiceminister finansów Jan Czekaj, przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd Jacek Socha, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Ireneusz Sitarski, przedstawiciel Kancelarii Prezydenta Ryszard Ławniczak oraz szef naszego wydawnictwa Grzegorz Haftarczyk.
- Nie do końca politycy zdają sobie sprawę z tego czym jest giełda. Bo to nie miejsce spekulacji, ale miejsce pozyskiwania pieniędzy przez firmy - komentuje głośno obecną sytuację na rynku jeden z gości. - Dlatego nawet święta krowa potrzebuje byka - dodaje ktoś inny, cytując brytyjskiego pisarza Harolda Pintera. Rozmowy przerywa dźwięk giełdowego dzwonu, który rozpoczyna uroczystość. Miał w niego uderzyć prezes Rozłucki, ale witał jeszcze ostatnich spóźnionych gości. Początek imprezy "oddzwonił" zatem pomocnik szefa Giełdy Papierów Wartościowych. Szybko jednak prezes Rozłucki wrócił na swoje miejsce. I na szczęście. Trudno bowiem - jak słusznie ktoś zauważył - bez gospodarza rozpoczynać przyjęcie.