Po gwałtownym poniedziałkowym zrywie i równie dotkliwym wtorkowym spadku, środa przyniosła uspokojenie na rynku największych spółek. Wartość WIG20, podobnie jak to zdarzyło się w zeszłym tygodniu, wyrażana jest czterema jedynkami. To najniższy poziom indeksu w ostatnich kilku miesiącach. Niewiele wskazuje na to, żeby z tej sytuacji miało wyniknąć coś dobrego dla posiadaczy akcji. Właśnie rozpoczęliśmy czwarty tydzień trendu spadkowego, który powinien zaprowadzić WIG20 w kierunku zeszłorocznych minimów. Kontratak byków z początku tygodnia interpretuję jako ruch powrotny w kierunku dna z grudnia zeszłego roku. Taką interpretację potwierdza wykres WIG, na którym zwyżka sięgnęła dokładnie poziomu grudniowego minimum. Zamknięcie wczorajszej sesji wypadło przynajmniej kilka punktów za wysoko, żeby ruch ten uznać za zakończony. Mimo to uważam, że doprowadzając indeks do 1138 pkt. byki pokazały wszystko, na co je stać. Nawet jeśli korekta będzie kontynuowana, to wartość ta nie zostanie przekroczona.

Przekroczenie1138 pkt. będzie równoznaczne z załamaniem podwójnego szczytu, który stanowi podstawę tej fali spadkowej. W takim wypadku oczekiwałby powrotu WIG20 w okolice 1250 pkt.

Sytuacja długoterminowa indeksu, która akurat w tej chwili ma bardzo duży wpływ także na krótsze trendy, pozostaje niezmieniona. WIG20 buduje długoterminowy trójkąt symetryczny, w którym do tej pory ukształtowały się tylko 3 fale. To może wprowadzać w szeregi niedźwiedzi element niepewności - czy formacja przeciągnie się do 5 fal, czy też trójkąt został już zakończony. Im bliżej będzie dolnego ograniczenia tej formacji (ok. 1050 pkt.), tym na rynku będzie coraz bardziej nerwowo. Nie wykluczyłbym bardzo gwałtownej zmiany trendu i szybkiego ukształtowania ostatniej wzrostowej fali wewnątrz trójkąta.

Wskaźniki i oscylatory potwierdzają średnioterminowy trend spadkowy. Do ich wskazań, wobec horyzontalnego kierunku tendencji długoterminowej, nie przywiązuję większej wagi. Pozostaje tylko oczekiwanie na wybicie.