Reklama

Polska czeka na ożywienie u sąsiada

Przedłużające się spowolnienie w gospodarce niemieckiej niekorzystnie wpływa na sytuację w Polsce. Nasz eksport trzyma się wprawdzie nieźle, ale - jak twierdzą ekonomiści - gdyby nie problem niemiecki, byłby jeszcze większy. Dekoniunktura u naszych zachodnich sąsiadów powoduje również, że zagraniczni inwestorzy nie postrzegają najlepiej naszego rynku. Dlatego bez zdecydowanego odbicia w Europie Zachodniej trudno liczyć na trwałe ożywienie w polskiej gospodarce.

Publikacja: 08.02.2003 08:47

- Jesteśmy cały czas bardzo mocno uzależnieni od Niemiec. To jest nasz główny partner handlowy - mówi Katarzyna Zajdel--Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. Jej zdaniem, gdyby koniunktura w Niemczech była lepsza, to znacznie szybciej rósłby polski eksport.

W 2002 r. na zagranicznych rynkach sprzedaliśmy towary i usługi o wartości prawie 33 mld USD - wynika z danych NBP. W skali roku oznacza to wzrost o 9%. W grudniu nasz eksport zwiększył się rok do roku o ponad 30%. - To oczywiście dobre dane, ale na tej podstawie nie możemy powiedzieć, że jakoś poradziliśmy sobie ze złą koniunkturą w Niemczech - twierdzi Marek Zuber, niezależny ekonomista.

Zawyżony eksport

Analitycy zwracają również uwagę na to, że dobre wyniki polskiego eksportu to w dużej części efekt kursowy, związany z umocnieniem euro do dolara na światowych rynkach. NBP podaje dane dotyczące bilansu płatniczego w walucie amerykańskiej, tymczasem ok. dwóch trzecich naszej wymiany handlowej rozliczana jest w euro. Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, obliczył, że w grudniu spowodowało to zawyżenie dynamiki eksportu o jedną trzecią. W opinii K. Zajdel--Kurowskiej, utrzymanie stosunkowo wysokiego tempa wzrostu naszego eksportu, mimo złej sytuacji na rynku niemieckim, to również efekt poprawy konkurencyjności naszych przedsiębiorstw.

Najwięcej sprzedajemy

Reklama
Reklama

do Niemiec

Zgodnie z danymi GUS za pierwsze jedenaście miesięcy ub.r., na rynku niemieckim sprzedaliśmy towary i usługi o wartości ponad 12 mld USD. Spada jednak udział Niemiec w naszym łącznym eksporcie: w okresie styczeń - listopad 2002 r. wyniósł on 32,5%, wobec 34,6% w analogicznym okresie rok wcześniej. - Wynika to stąd, że polscy eksporterzy szukają nowych rynków zbytu. Ale mimo tego spadku Niemcy nadal pozostają krajem, od którego jesteśmy najbardziej uzależnieni gospodarczo - twierdzi M. Zuber.

Coraz więcej sprzedajemy np. na rynkach Europy Środkowowschodniej. Przykładowo, po jedenastu miesiącach 2002 r. udział Rosji w naszym eksporcie zwiększył się do 3,2%, z 2,9% przed rokiem. Ale zmienia się również struktura naszej sprzedaży w Europie: więcej eksportujemy np. do Szwecji.

Inwestorzy zwlekają

W opinii ekonomistów, dekoniunktura w Niemczech niekorzystnie wpływa również na poziom inwestycji w Polsce. - To taki efekt psychologiczny. Zagraniczni inwestorzy wiedzą, że polska gospodarka jest mocno uzależniona od sytuacji w Niemczech. Dlatego, dopóki tam nie zacznie się ożywienie, nie będą chcieli angażować się na polskim rynku - mówi M. Reluga.

W 2002 r. eksport był jedną z najważniejszych sił napędowych w gospodarce. Jednak, jak twierdzi Tadeusz Toczyński, prezes GUS, trudno jest utrzymać trwały wzrost gospodarczy tylko w oparciu o czynniki zewnętrzne. W tym roku ekonomiści liczą przede wszystkim na ożywienie w inwestycjach. W 2002 r. zmniejszyły się one o 7,2%, wobec spadku o 8,8% w roku 2001. To dzięki wydatkom przedsiębiorstw na nowe maszyny i urządzenia PKB ma wzrosnąć w tym roku, jak szacują analitycy, o 2,4-3,3% wobec 1,3% w 2002 r. Jeszcze bardziej optymistyczne prognozy ma Ministerstwo Finansów, które oczekuje, że wzrost gospodarczy wyniesie 3,5%.

Reklama
Reklama

Kluczowe odbicie na świecie

Największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki pozostaje natomiast przedłużająca się dekoniunktura na świecie. Do tego dochodzi również wojna w Iraku. Jeżeli zostanie przeprowadzona szybko i zakończy się zwycięstwem Amerykanów, będzie to miało pozytywny wpływ na nasz rynek, bo globalna sytuacja się ustabilizuje, poprawią się nastroje inwestycyjne, a konsumenci zaczną więcej kupować. Ale jeżeli wojna będzie się przedłużać, to może podciąć kruche fundamenty naszego ożywienia gospodarczego. Maciej Formanowicz, prezes Forte

Około połowy naszej produkcji trafia na eksport, z czego większość na rynek niemiecki. Mimo recesji u naszych zachodnich sąsiadów i braku perspektyw na szybką poprawę, pozostają oni jednym z największych rynków meblowych w Europie. Ostatnie dwa lata to bardzo ostra walka cenowa pomiędzy niemieckimi producentami. Z jednej strony postawiło nas to w trudnej sytuacji, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę silnego złotego. Z drugiej jednak strony, tak ostra rywalizacja i sprzedaż często poniżej kosztów doprowadziła wielu niemieckich konkurentów do bankructwa. Pojawiła się więc przestrzeń, na której może skorzystać polski producent. Zmieniliśmy nieco strukturę sprzedaży. Sytuacja wymagała, aby produkować mniej na rynki masowe, a więcej dla konsumentów bardziej wymagających.

Jan Kurkus, prezes Krosna

Paradoksalnie na rynku niemieckim idzie nam całkiem nieźle. Co prawda, nasi niemieccy klienci niesamowicie narzekają, ale sprzedaż Krosna na tamtejszy rynek jest stabilna i wynosi około 2 mln zł miesięcznie. Rynek szkła oparł się dekoniunkturze, w przeciwieństwie do np. rynku porcelany. Mamy stabilne kontakty z dużymi firmami, co może przyczyniać się do naszych dobrych wyników. Dodatkowo naszą sytuację poprawia wzrost kursu euro do dolara. W najbliższym czasie nie przewidujemy poprawy ogólnej sytuacji gospodarczej w Niemczech.

Paweł Tobias, zajmujący się rynkiem niemieckim w Wólczance

Reklama
Reklama

Nasza sprzedaż na rynek niemiecki nie jest w tym sezonie taka zła. Zmianie uległ jednak asortyment koszul, zamawianych przez Niemców w Wólczance. Tanie wyroby zamawiają teraz w krajach o niższych kosztach pracy, takich jak Wietnam czy Rumunia. U nas kupują głównie drogie koszule, o wysokiej jakości. W związku z tym, mimo niższego wolumenu eksportu, nasze przychody nie spadły. Obserwujemy jednak silną presję na obniżanie cen, o 20%, a nawet o 40%, jako że nasi niemieccy partnerzy chcą rozłożyć koszty dekoniunktury także na producentów. W przyszłości oczekujemy poprawy koniunktury - z naszego długoletniego doświadczenia wynika, że rynek niemiecki jest bardzo cykliczny, po okresie spadków muszą nastąpić wzrosty.

Andrzej Gajdziński, prezes rady nadzorczej Mieszka.

Mieszko nie sprzedaje na rynek niemiecki zbyt dużo. Gros naszego eksport trafia do USA, Rosji i Holandii. Dlatego też nie odczuwamy zbyt mocno spadku zbytu, związanego z problemami rynku niemieckiego.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama