Od początku piątkowej sesji byki skupiły się na obronie luki hossy z 11 października ub.r. (1068-1079 pkt.). Po definitywnym pokonaniu w czwartek podobnego wsparcia z 15 października, jest to ostatnia bariera chroniąca rynek terminowy przed spadkiem do zeszłorocznego minimum (1018 pkt.). Nic więc dziwnego, że popyt postanowił bronić tego poziomu.

W piątek bitwę o strefę 1068-1079 pkt. wygrały byki, wykorzystując dobre zachowanie rynku kasowego (WIG20 +0,8%). Nie oznacza to jednak końca wojny. Wręcz przeciwnie. Jako że siły wydają się prawie wyrównane, nadchodzący tydzień zapowiada się interesująco.

Za kontynuacją spadków przemawia przede wszystkim wykres tygodniowy, gdzie kolejny, już piąty, czarny korpus wskazuje na silny trend spadkowy. Jako że układ świec z zeszłego roku nie buduje żadnych wsparć aż do 1030 pkt., jest więc wielce prawdopodobne, iż dojdzie do testu zeszłorocznych minimów. Dopiero tam można oczekiwać zakończenia spadków i zmiany trendu.

Na krótkie pozycje wskazuje także wykres godzinowy. Czwartkowe wybicie dołem z ośmiodniowej konsolidacji (1092-1130 pkt.) każe bowiem oczekiwać spadków przynajmniej do 1054 pkt. Jeżeli przyjmiemy, że zwyżka do 1090 pkt. w czasie piątkowej sesji to tylko ruch powrotny do dolnego ograniczenia tejże konsolidacji, to nadchodzący tydzień powinien przynieść dalsze spadki.

Jednak byki nie są całkowicie bez szans. Jakkolwiek wyrysowana na ostatniej sesji szpulka nie jest żadną zachętą do kupna, to fakt obrony wsparcia już takim elementem może być. Zwłaszcza że rynek w dalszym ciągu jest wyprzedany, co znacznie zwiększa szanse na ruch do góry. W tej sytuacji przyszły tydzień zapowiada się niezmiernie interesująco.