Po światowych rynkach akcji przetoczyła się w piątek fala wzrostów. Jej efektem są krótkoterminowe zmiany w sytuacji technicznej indeksów. Na wykresie DAX przełamana została najszybsza linia trendu, obejmującą ostatnie cztery tygodnie notowań. To otwiera drogę do 2900 pkt. Na tym poziomie znajduje się wolniejsza linia trendu oraz dołek z końca zeszłego roku. Na tyle powinno bykom sił wystarczyć - o większą zdobycz będzie niezwykle ciężko. Znaczeniu tego, co dzieje się obecnie na wykresie indeksu, dodaje fakt, iż wszystko rozgrywa się na poziomie dna z października zeszłego roku. Jest zatem szansa nawet na zmianę trendu średnio czy nawet długoterminowego. Z psychologicznego punktu widzenia byłby to bardzo dobry moment, bo z publikowanych szacunków wynika, że PKB Niemiec w ostatnim kwartale zeszłego roku obniżył się. Prognozy na pierwszy kwartał tego roku również coraz częściej wspominają o spadku PKB, co byłoby równoznaczne z powrotem gospodarki naszych zachodnich sąsiadów do recesji. Zatem zwrot na giełdzie mógłby wyprzedzać zmiany zachodzące w realnej gospodarce. Ponieważ jednak kłopoty niemieckiej gospodarki mają charakter strukturalny, tak jak nie wierzę w jej szybkie odrodzenie, tak nie wydaje mi się, żeby mogło dojść do zmiany trendu długoterminowego na rynku akcji.

Impuls do wzrostów pod koniec zeszłego tygodnia przyszedł z rynków amerykańskich. Na wykresie S&P 500 ukształtowała się 20-punktowa biała świeca, największa w ostatnich czterech tygodniach. Jednak także w tym wypadku przypisałbym jej znaczenie tylko krótkoterminowe. Zwyżka, o ile jeszcze w ogóle będzie kontynuowana, powinna zatrzymać się najpóźniej na 870 pkt.

Już drugi tydzień rosną notowania na giełdzie w Tokio. Po odbiciu od dolnego ograniczenie średnioterminowego trendu bocznego wykres indeksu konsekwentnie zmierza w kierunku 9,2 tys. punktów. Ostatnio często gospodarkę niemiecką porównuje się do japońskiej. Może za przykładem giełdy w Tokio, Frankfurt również obroni poziom zeszłorocznego minimum.