Wczorajsza sesja była dość jednoznaczną reakcją rynku na wtorkowe rewelacje, związane z planami MGPiPS, by dokapitalizować kilka przedsiębiorstw. Budżet nadmiarem gotówki nie dysponuje, więc przedstawiciele ministerstwa zaproponowali, by przeznaczyć na ten cel "płynne akcje", notowane na rynku giełdowym.

W przypadku dokapitalizowania Stoczni Gdynia ujawniono, że chodzi o 1-proc. pakiet akcji TPS. Nie dziwi więc, że właśnie ta spółka, wśród tych "najpłynniejszych", była wczoraj najbardziej tłamszona przez podaż.

Niewyciągnięcie wniosków z poprzednich takich działań sprawia, że rynek po raz kolejny został zaskoczony fatalną wiadomością. Fakt zaskoczenia jest tu dość istotny, gdyż wówczas gracze reagują zwykle emocjonalnie. Wczoraj było to widoczne już od samego początku sesji. Zaczęliśmy notowania poniżej poprzedniego zamknięcia i praktycznie całą sesję powoli spadaliśmy, by w czasie końcowego fixingu odnotować minimum sesji.

Świeczka na wykresie dziennym wygląda fatalnie. Wykres 60-minutowy wcale nie prezentuje się lepiej. Zamknięta została, ostatnio wyrysowana, luka hossy. Kurs spadł poniżej poziomu średniej kroczącej. Są to dość wyraźne sygnały przewagi podaży. Warto także zauważyć, że nastąpiły one po nieudanym wybiciu nad poziom 1135 pkt. Taka sytuacja stawia posiadaczy długich pozycji pod ścianą. Teraz jakimś ratunkiem dla nich może być jedynie linia trendu wzrostowego, oparta o dwa ostatnie dołki. Nie jest to jednak aż tak poważne wsparcie, by po wczorajszym ataku podaży sądzić, że zatrzyma spadki. W końcu linia biegnie raptem kilka punktów pod poziomem zamknięcia. Czy te kilka punktów wyczerpie potencjał spadku? Jeśli zakładamy, że tak, to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kto będzie kupował papiery z myślą o wzroście ich ceny?