Spadki zawładnęły wczoraj niemal wszystkimi giełdami. W jednym jednak byliśmy oryginalni. Nigdzie na świecie podczas obniżenia wartości indeksu o 0,98%, kontrakty nie spadają w tym czasie o 2,24%. Choć taka wypaczona korelacja jest dla GPW wręcz tradycyjna, to nie znaczy wcale, że zupełnie normalna i warto to podkreślić. Mnie fakt aż tak dużego rozciągnięcia bazy zdziwił z jednego powodu - obrót na rynku kasowym ponownie był rekordowo niski, co nie pozwala wyciągać wiarygodnych wniosków z takiego zachowania indeksu.

Kontrakty jednak próbują zgadnąć (bo tak to teraz trzeba nazywać), jakie efekty przyniosą kolejne kłótnie wokół Iraku. Jednak, nawet gdyby ktoś miał informacje o przyjętych rezolucjach czy dacie rozpoczęcia wojny, to nie sądzę, by mógł określić reakcję rynku. Standardu interpretowania takich informacji od wielu tygodni nie ma, a rynek często reagował irracjonalnie. Oczywiście, ujemna baza przy obecnym gospodarczo--politycznym zamieszaniu dziwi nieco mniej, niż jej ewentualna wysoka dodatnia wartość.

Spadnie, czy wzrośnie? Od ponad miesiąca przebywamy w konsolidacji, którą wyznacza ostatni szczyt na 1135 pkt oraz minimum fali spadkowej (1174 pkt), znajdujące się tuż nad początkiem październikowej luki hossy. Tak naprawdę możemy przebywać w tej strefie nawet jeszcze przez kolejne tygodnie, a do swojego ostatniego optymizmu wolałbym nie wracać do czasu uporania się z umocnionym ostatnio oporem. Wprawdzie dostrzegam możliwość wyrysowania odwróconej formacji głowy z ramionami (od końca stycznia), ale tak jak dopuszczałem wyprzedzanie takich sygnałów w czasie budowania formacji szczytowej, tak przy odwracaniu bessy poczekałbym na ewentualne wybicie z formacji. Nowe minima przekreślą taką możliwość.