Obserwując kontynuacyjny wykres kontraktów terminowych na indeks WIG20, wydaje się, że zmierzają one nieuchronnie do pełnej realizacji formacji głowy i ramion. Oczywiście, jeśli uzna się ją za wiarygodną w świetle niepoprawnej sekwencji obrotu i braku jego skokowego wzrostu przy przebijaniu linii szyi.
Szerokość formacji to 135 pkt., z czego wynika jej minimalny zasięg - 1030 pkt. Nietrudno zauważyć, że zaledwie 10 pkt. niżej ulokowane są dołki z września i października ub.r. Wszyscy na pewno wiedzą, że spadająca cena kontraktu nie musi zatrzymać się dokładnie na wysokości owych 1030 pkt, ale poziom ten wzmacnia wymowę wsparcia ponad okrągłą wartością 1000 pkt.
O korekcyjnym charakterze "zwyżki" kontraktów na wczorajszej sesji przekonuje bardzo niski obrót (nie stanowił on nawet połowy obrotu z jakiejkolwiek z trzech ostatnich sesji) oraz fakt, że niewielka luka bessy sprzed 3 dni nie została zamknięta. Trzeba zauważyć, że baza została znów rozciągnięta do ponad -10 pkt., podczas gdy dzień wcześniej na zamknięciu wyniosła już tylko -4 pkt. Inwestorzy boją się otwierać długie pozycje po fiasku odbicia z początku miesiąca.
Niewielkie nadzieje na wzrost (a raczej wyhamowanie spadków) dają podstawowe oscylatory - kilka z nich znalazło się w sąsiedztwie swych stref wyprzedania. Wolniejszy MACD testuje od góry swą linię sygnalną, znajdując się jednak zarówno pod 3-miesięczną linią trendu spadkowego, jak i poziomem równowagi.
Zatem spadki powinny być kontynuowane. Nie ma przesłanek do wzrostu zarówno ze strony analizy technicznej, jak i uwarunkowań okołorynkowych. Cała nadzieja byków ukryta jest w bliskości niezwykle ważnego wsparcia i pogłębiającym się skrajnie pesymistycznym nastawieniu inwestorów.