Reklama

Unijna pomoc to nie akcja ratunkowa

Z Mirosławem Markiem, prezesem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, rozmawia Marek Chądzyński

Publikacja: 08.03.2003 08:48

W jakim stopniu małe i średnie firmy są gotowe na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej?

Nasz sektor MSP jest bardzo zróżnicowany. Duża grupa przedsiębiorstw już działa na wspólnym rynku. Te praktycznie są już przygotowane do akcesji, data 1 maja 2004 r. nie ma więc dla nich dużego znaczenia. Podobnie jest z najmniejszymi firmami, tymi jednoosobowymi, nazywanymi mikroprzedsiębiorstwami, choć inny jest powód. Im międzynarodowa konkurencja nie grozi. Nie będzie przecież tak, że nagle osiedlowy fryzjer zacznie zmagać się z silną konkurencją ze strony np. fryzjerów z Lizbony. No i jest grupa przedsiębiorstw, które po rozszerzeniu UE znajdą się w zupełnie nowej sytuacji. Dziś nie są jeszcze na to gotowe. I na nie rząd powinien zwrócić szczególną uwagę.

Jednak za dotychczasowe działania rząd nie zbiera dobrych recenzji. Przedsiębiorcy krytykują go zwłaszcza za zmiany w przepisach. Sztandarowy przykład to ordynacja podatkowa.

Trzeba pamiętać, że jest kilka obszarów aktywności rządu w tej dziedzinie. Legislacja to tylko jeden z nich. Nie spodziewam się, żebym doczekał chwili, gdy nasi przedsiębiorcy zakrzykną nagle: o, jakie dobre prawo stanowicie! System prawny musi realizować różne interesy, wyważać je. Wspomniał pan o nowelizacji ordynacji. Wprowadzono w niej ponad 200 zmian. Ale w dyskusjach wszyscy skupiają się na tych najbardziej kontrowersyjnych, których jest zaledwie kilka. Jedna z nich to słynna już klauzula obejścia prawa. Trudno kwestionować merytoryczną potrzebę wprowadzenia tego przepisu. Ci, którzy nie kombinują na podatkach, nie mają się czego bać.

Tylko czy aparat skarbowy jest merytorycznie przygotowany do tego, żeby uniknąć podejrzeń o nadużywanie tej zasady?

Reklama
Reklama

Trudno mi oceniać funkcjonowanie aparatu skarbowego. Jeśli istnieje taki problem, to należy go rozwiązywać innymi metodami. Nie można uchwalać ułomnego prawa tylko dlatego, że urzędnicy sobie z nim nie poradzą.

Skoro legislacja to tylko jeden element rządowych działań, to jakie są inne?

Drugi obszar to wspieranie firm z zaangażowaniem środków publicznych, np. poprzez udzielanie dotacji. Działalność państwa powinna polegać na obniżaniu barier wejścia na rynek. Wspieranie rozwoju instytucji poręczeniowych i pożyczkowych, to właśnie próba zlikwidowania tej bariery. Czym innym byłoby bezpośrednie subsydiowanie bieżącej działalności małego przedsiębiorstwa. Takich programów jednak nie ma i jestem przekonany, że nie będzie. Jeszcze 4 lata temu wsparcie publicznymi środkami właściwie nie funkcjonowało. Początki sięgają 2000 r. Wówczas kwoty przeznaczane na ten cel były śmieszne: 20-30 mln zł. W tym roku będzie to ponad pół miliarda zł. Ten strumień pieniędzy będzie się zwiększał w najbliższych latach. I w tym sensie przystąpienie do UE jest dla nas istotne, bo większość tych środków będzie pochodziła ze strukturalnych funduszy unijnych.

Skoro tak, to przystąpienie Polski do Unii będzie coś oznaczać nawet dla mikroprzedsiębiorstw. One chyba także mogą liczyć na wsparcie środkami publicznymi?

Przy podziale pieniędzy z Unii nie będzie decydowało kryterium wielkości firmy. Wartość udzielonej pomocy zostanie uzależniona od tego, co dane przedsiębiorstwo zechce robić. Dziś często mamy do czynienia z właścicielami firm, którzy przychodzą po pomoc publiczną w sytuacji jakiegoś zagrożenia. Traktują ją jako ratunek. Na to pieniędzy nie ma. Środki Unii są przeznaczone na działania rozwojowe. Jednym słowem to nie firmy mniejsze dostaną mniej, a większe więcej. Więcej dostaną te, których właściciele myślą perspektywicznie.Tylko czy najmniejsze firmy będą w stanie spełnić wszystkie formalne kryteria, żeby uzyskać wsparcie z Unii? Poza tym - czy uda im się zagospodarować otrzymane środki?

Nasza w tym głowa, żeby całe przedsięwzięcie uczynić jak najbardziej przyjaznym dla przedsiębiorców. Dużo było takich głosów, że pieniądze z UE są bardzo trudne "do ugryzienia". Robimy wszystko, żeby to uprościć. Skoro jednak ideą jest wspieranie rozwoju, to ubiegający się o nie musi mieć jakiś pomysł na ten rozwój. Podstawą do uzyskania pieniędzy jest porządny biznesplan. I to jest największa trudność. Dla tych najmniejszych zrobienie biznesplanu jest ogromną barierą.

Reklama
Reklama

To chyba też jest powód, dla którego banki unikają finansowania takich firm.

Tu problem jest znacznie głębszy. Banki traktują sektor MSP jak niechciane dziecko. Nie wiem, z czego to wynika. Przez długi czas było tak, że bankowcy świadomie prowadzili politykę zamykania drzwi przed małymi przedsiębiorstwami. To się teraz trochę zmieniło. Coraz więcej banków oferuje specjalne produkty dla MSP. Jednak najczęściej są to jakieś udogodnienia depozytowe. Nadal jest duży kłopot z uzyskaniem kredytu. Banki oceniają, że mała firma to ryzykowny klient, ale takie stwierdzenie jest tylko częściowo uzasadnione. Według mnie, w bankach nie opracowano takich metod oceny zdolności kredytowej, które by odpowiadały specyfice biznesu tego typu.

Czy nie wynika to z nieprzygotowania samych przedsiębiorców i stosunkowo krótkiej historii działania ich firm?

Rzeczywiście, znaczna większość prywatnych firm nie ma historii kredytowej. Ich właściciele uczą się na własnych błędach. Poza tym bycie drobnym przedsiębiorcą nie cieszy się zbyt dużym prestiżem społecznym. Duża część małych firm nie powstała dlatego, że ktoś chciał być biznesmenem, tylko dlatego, że musiał, bo nie miał pracy. Taka firma ma mniejsze szanse rozwoju.

Nie niepokoi Pana to, że coraz mniej ludzi z wyższym wykształceniem decyduje się na założenie firmy?

Osobie wykształconej znacznie łatwiej znaleźć pracę. Żeby było więcej firm prowadzonych przez ludzi po studiach, musi się zmienić świadomość społeczna, o której mówiłem wcześniej.

Reklama
Reklama

A czy samozatrudnianie nie jest szkodliwe dla wizerunku polskiej przedsiębiorczości? Może przecież okazać się, że o pomoc publiczną wystąpią osoby, dla których - jeśli nawet przedstawią dobre biznesplany - głównym celem działalności jest przetrwanie, a nie rozwój.

W zasadzie to jest bardzo pożądane zachowanie, gdy ktoś zamiast ustawiać się w kolejce po zasiłek, próbuje coś robić na własną rękę. Trzeba sobie jasno odpowiedzieć na pytanie: czym państwo powinno się kierować przy wspieraniu przedsiębiorczości. Działania wspierające samozatrudnianie obliczone są przede wszystkim na łagodzenie problemów społecznych związanych z bezrobociem. W tym przypadku efekt ekonomiczny ma mniej istotne znaczenie. Natomiast wsparcie kierowane do funkcjonujących małych i średnich firm, przeznaczone na ich działania rozwojowe, ma na celu stymulowanie wzrostu gospodarczego.

Które branże mają większe szanse na pomoc z UE?

Nie da się tego określić. Cechą unijnego wsparcia jest to, że jest ono adresowane do wszystkich firm.

Jednak oceniając biznesplany można stwierdzić, że jeden typ biznesu jest bardziej ryzykowny od drugiego.

Reklama
Reklama

Na razie nie bierzemy tego pod uwagę. Być może w przyszłości trzeba będzie zrobić badania, żeby sprawdzić, które branże częściej dziś dostają dotacje od innych. Trochę inaczej może być w przypadku wspierania inwestycji. Ten program dopiero rusza. Tutaj ten efekt branżowy będzie wyraźny, ale z zupełnie innej przyczyny. Część projektu za każdym razem musi być finansowana kredytem bankowym, a banki mają listę branż, które chętniej kredytują.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama