Reklama

Dwa wzrosty nie zmieniają trendu

Po takiej sesji jak czwartkowa niełatwo jest określić dla rynków zagranicznych prognozę na kolejne dni. Dynamiczny wzrost indeksów po wcześniejszej równie silnej przecenie jest charakterystyczny dla trendów spadkowych, ale też kilka razy w minionych miesiącach zaczynał trwalszą poprawę koniunktury. Najważniejsze dla oceny ostatnich zdarzeń będą kolejne sesje. Szybki powrót do spadków będzie złym sygnałem, następny silny wzrost rozstrzygnie wątpliwości na korzyść kupujących.

Publikacja: 15.03.2003 08:52

Trudność z oceną polega także na tym, że nie można wskazać racjonalnych przesłanek do tak diametralnej zmiany nastawienia inwestorów. Ani wojna z Irakiem jeszcze się nie rozpoczęła, ani nie pojawiły się dobre dane ekonomiczne czy wiadomości ze spółek. Z dnia na dzień nie poprawiły się też perspektywy gospodarcze. To uzasadnia przypuszczenie o emocjonalnym podłożu czwartkowego wzrostu, będącego odpowiedzią na równie silną przecenę z poprzednich dni. Na najważniejszych światowych parkietach od początku roku trwa kolejna fala bessy i jedna, czy dwie, choćby najbardziej imponujące, zwyżki nie są w stanie jej zakończyć. Jednak mogą się stać podstawą do wykonania ruchu korekcyjnego całego dwumiesięcznego ruchu w dół.

Nasdaq w strefie

1254-1349 pkt

Najbardziej zacięta batalia o kierunek średniookresowego trendu trwa na amerykańskim rynku technologicznym. Nasdaq od ponad miesiąca przebywa w obszarze 1254-1349 pkt, wyznaczanym z jednej strony przez lukę hossy z 17 października ub.r., a z drugiej przez linię szyi, tworzonej od listopada do końca stycznia formacji głowy z ramionami. Do tej pory nie dostaliśmy sygnału, negującego taką figurę i dlatego trzeba się liczyć z wypełnieniem zasięgu spadków, wynikających z jej wysokości. Oznaczałoby to dotarcie przynamniej do 1150 pkt. Jasne jest w tej sytuacji, że drogę do takiej przeceny otworzy zamknięcie poniżej 1254 pkt. Drugą możliwością jest wybicie się indeksu ponad 1361 pkt. Oznaczałoby to anulowanie formacji głowy z ramionami i w konsekwencji wzrost do 1444 pkt, związanego z wysokością trwającego ruchu bocznego. Ze względu na spadkowy kierunek tegorocznego trendu bardziej prawdopodobne jest zatrzymanie kupujących na poziomie 1361 pkt.

S&P500

Reklama
Reklama

będzie testował 777 pkt

Indeksy S&P500 i DJIA zachowywały się w tym roku gorzej od Nasdaqa. Dotarły one blisko ubiegłorocznych minimów, co zaktywizowało kupujących. Obecna sytuacja bardzo przypomina tę z połowy lutego. Wtedy też w końcówce jednej sesji (z 13 lutego) nastąpił nagły zwrot, sugerujący, że jego przyczyną była realizacja zysków przez sprzedających papiery na krótko (by zamknąć pozycję muszą oni odkupić akcje). Kolejne dwie sesje przyniosły dalszy wzrost. Polegając na takiej analogii, można oczekiwać dotarcia DJIA do 8041 pkt., a S&P500 do 851 pkt. Z tych poziomów rozpoczęłaby się następna fala wyprzedaży, która zaowocowałaby testem dołków ustanowionych w 2002 r. Gdyby rzeczywiście taki scenariusz wystąpił, podaż prawdopodobnie doprowadziłaby do przełamania tych wsparć. W konsekwencji bylibyśmy świadkami spadków o podobnej dynamice, jak te z ostatnich sesji na giełdach Eurolandu.

Panika w Europie

Pierwsze trzy sesje zakończonego tygodnia na parkietach europejskich przyniosły paniczną wręcz wyprzedaż akcji. Jej kulminacja nastąpiła w środę, kiedy nad poczynaniami inwestorów zapanowały emocje. To zazwyczaj oznacza wyznaczenie przynajmniej krótkookresowego dołka, choć trzeba przyznać, że na wykresach nie widać żadnych pozytywnych sygnałów, wskazujących na dłuższą poprawę notowań. O tym, że siła wzrostów z końca tygodnia wynika głównie z dynamiki wcześniejszej, kilkudniowej przeceny, najlepiej świadczy pozostawanie indeksów giełdy londyńskiej, paryskiej i frankfurckiej poniżej linii tegorocznych spadków. Nieznacznie tylko zostały przebite ostatnie lokalne minima, jakie zostały wyznaczone 26 i 27 lutego. Zatem struktura trendu malejącego, gdzie kolejne odbicia nie przekraczają poprzedzających je dołków, została prawie nienaruszona. Dlatego z bardziej optymistycznymi prognozami lepiej zaczekać, aż zostaną przełamane. Dla FT-SE100 takim oporem jest 3570 pkt, dla DAX 2450 pkt, a dla CAC 2659 pkt.W Azji też bessa

Silne spadki nie omijają parkietów azjatyckich. Niedźwiedzie rządzą nie tylko w Tokio, ale też w Seulu i Hongkongu. Nikkei znalazł się na najniższym poziomie od 17 lat, KOSPI od października 2001 r., a Hang Seng od września 1998 r. Największe zmiany zaszły w ostatnim tygodniu na ostatnim z tych wskaźników. Przełamał on silne wsparcie, jakie wyznaczały dołki z września 2001 i października 2002 r., otwierając sobie tym samym drogę do spadku do poziomów odnotowanych latem 1998 r., kiedy wystąpił azjatycki kryzys. Zachowanie parkietów w Azji może nie jest znaczące z punktu widzenia koniunktury na warszawskiej giełdzie, ale pokazuje, jak trudna sytuacja panuje na większości dojrzałych rynków akcji na świecie. Jest to też kolejny sygnał, że bessa wcale nie dobiega końca, ale "zbiera żniwo" na coraz to nowych giełdach.

Dlatego ci, którzy rozważaliby przeznaczenie części swoich oszczędności na inwestycje w polskie akcje, powinni zastanowić się, czy warszawska giełda w średnim i długim okresie może oprzeć się ogólnoświatowym tendencjom.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama