Wczorajsze sesje miały na większości europejskich giełd bardzo podobny przebieg. W reakcji na poniedziałkowe wystąpienie prezydenta Busha, dające Saddamowi Husajnowi 48 godzin na opuszczenie Iraku, rynki akcji, w tym GPW, zwyżkowały, bowiem wojna jest niemal pewna, a to oddala niepewność związaną z konfliktem. Spadały ceny ropy, a dolar umacniał się w reakcji na wydarzenia wokół Iraku. Inwestorzy są przekonani, że wojna będzie trwała krótko i nie będzie miała negatywnego wpływu na gospodarkę USA.

Warszawska giełda zareagowała na te wydarzenia z pewnym opóźnieniem. Zresztą ostatnie miesiące na GPW wskazują, że znaczny spadek płynności naszego rynku pomaga w utrwalaniu tendencji horyzontalnej, kształtowanej przez całą masę przypadkowych ruchów cen akcji. Spadek płynności w takim tempie jak dotychczas każe poważnie zastanawiać się nad sensem inwestowania na tym rynku. Giełda, gdzie dominuje kilka instytucji, które kształtują dość dowolnie ceny, jest poważnym ograniczeniem dla inwestorów preferujących krótki i średni horyzont inwestycji. Włączając plany opodatkowania dochodów z giełdy, perspektywa poprawy płynności staje się prawie niemożliwa. Coraz bardziej realny wydaje się najczarniejszy scenariusz, powielający wydarzenia z rynku czeskiego.

Prawdziwym ciosem dla graczy giełdowych, wyłącząjąc day-traderów, jest utrwalanie się tendencji horyzontalnych. Brak trendu w ostatnich kilku miesiącach powoduje, że jest coraz mniej okazji do osiągania spektakularnych stóp zwrotu.

Także na rynku terminowym panuje nie najlepszy nastrój. Najbardziej płynny instrument - kontrakt terminowy na indeks WIG20 porusza się, podobnie jak instrument bazowy, w bardzo wąskim przedziale. Wobec powyższych okoliczności próba prognozowania koniunktury na GPW jest utrudniona. Wydaje się, jednak, że zarówno spółki technologiczne, jak i banki mają przed sobą jeszcze jedną falę przeceny, a ich dominująca waga w indeksach giełdowych spowoduje spadek poniżej minimów z września ub.r.