Mimo znaczącej poprawy na giełdach zachodnich, krajowi inwestorzy nie mają zbyt wielu powodów do radości. Indeks największych spółek cały czas porusza się bowiem pod kluczowym, krótkoterminowym oporem (1120 pkt.), który skutecznie broni pozycji niedźwiedzi.
Konsolidacja między 1070 pkt, a wspominanym 1120 pkt. trwa już blisko 2 miesiące. Wybicie w którymkolwiek kierunku powinno skutkować przynajmniej 50-punktowym ruchem. Zważywszy na fakt, że w strefie 1030-1040 pkt. znajduje się pierwsze z dwóch ważnych długoterminowych wsparć, to już tutaj można będzie oczekiwać zakończenia krótkoterminowych spadków. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę istotę jednego z oporów znajdujących się w okolicy 1120 pkt (długoterminowa, wewnętrzna linia trendu), po jego przełamaniu WIG20 powinien zwyżkować więcej niż tylko wspomniane 50 pkt. Wtedy realny stałby się poziom 1200-1220 pkt. Tutaj przebiega równoległa prosta do wewnętrznej linii, łącząca szczyty ze stycznia, maja i grudnia 2002 roku oraz ze stycznia 2003 roku. Ta bariera jest równoznaczna z górnym ograniczeniem tworzącego się od połowy 2001 roku trójkąta symetrycznego.
Od kierunku wybicia z tej formacji będzie zależała przynajmniej średnioterminowa koniunktura na GPW. Oznacza to, że zejście poniżej dolnego ramienia trójkąta (1060 pkt) powinno skutkować głębszą niż wcześniej wspomniałem przeceną. Z uwagi na wręcz rekordowe zniechęcenie inwestorów do handlowania akcjami (dobrze obrazują to średnie obroty), które praktycznie zawsze towarzyszyło rynkowym dołkom, wstrzymałbym się z prognozowaniem bessy - mimo opuszczenia trójkąta dołem - do momentu przebicia wsparcia na 990 pkt (dołek z października 2001 roku).
Wskaźniki techniczne wraz z przedłużająca się konsolidacją, tracą swoją przydatność. Obecnie nawet szybkie oscylatory znajdują się w okolicach poziomów równowagi, nie pomagając przy prognozowaniu kierunku wybicia.