Część polityków amerykańskich, łącznie z sekretarzem stanu Colinem Powellem, uważa, że głównym motywem francuskiego i niemieckiego sprzeciwu wobec interwencji zbrojnej w Iraku są interesy gospodarcze. Poglądu tego nie podzielają jednak liczni specjaliści, którzy wskazują na stosunkowo słabe powiązania ekonomiczne Francji i Niemiec z państwami arabskimi.

Total Fina Elf dotychczas nie zawarł wiążących umów na eksploatację irackich złóż naftowych. W ub.r. francuski eksport do Iraku spadł do 0,15% wartości całego wywozu, wobec 0,2% rok wcześniej. Kraje Bliskiego Wschodu odpowiadały za 3% łącznego eksportu z Francji i Niemiec. Tylko 0,5% francuskich inwestycji bezpośrednich skierowane jest do krajów arabskich, podczas gdy aż 25% do Stanów Zjednoczonych. Kraje te są tylko w nieco większym stopniu obecne na Bliskim Wschodzie niż USA, które w tamten region kierują 0,2% swojego eksportu i umiejscowiły tam zaledwie 0,1% zagranicznych inwestycji bezpośrednich.

Dlatego część ekspertów twierdzi, że przy podejmowaniu decyzji dotyczących konfliktu irackiego rządy w Paryżu i Berlinie kierowały się przede wszystkim względami politycznymi. Prawdopodobnie obawiano się wzmocnienia pozycji USA na Bliskim Wschodzie, a dodatkowym motywem był strach przed sprowokowanymi przez wojnę atakami terrorystycznymi.

Nie zmienia to faktu, że przeciwstawiając się Amerykanom i Brytyjczykom, Francja oraz Niemcy mogą ponieść wymierne straty. Wprawdzie teraz ich obecność w państwach arabskich nie jest mocna, ale oba kraje mogły liczyć na zwiększenie tam zaangażowania w przyszłości. Podstawy do tego ma zwłaszcza Francja, która w latach 80. utrzymywała ożywione stosunki gospodarcze z Irakiem.

Jednak po usunięciu Saddama Husajna Amerykanie będą zapewne faworyzować własne firmy przy kontraktach związanych z odbudową Iraku. Niemcom i Francuzom może też grozić spadek popularności w USA, a w konsekwencji zmniejszenie eksportu na ten szczególnie ważny rynek. Natomiast dzięki obecnej polityce oba kraje unikną wysokich kosztów udziału w wojnie.