Jak oceniłby Pan skutki wejścia Austrii do Unii Europejskiej?
W długim okresie przystąpienie do Wspólnoty należy uznać za pozytywne. Doprowadziło ono do znacznego zwiększenia poziomu produktywności w gospodarce. Wzrost ten mógłby być jeszcze większy, jednak Austria już przed 1995 r. była na dosyć wysokim poziomie rozwoju gospodarczego. Otwarcie gospodarki również było spore, szczególnie na współpracę z naszym największym partnerem handlowym - Niemcami.
A krótkoterminowo, w rok, dwa po przystąpieniu?
Faktycznie, zaraz po wejściu do Unii mieliśmy do czynienia z kilkoma negatywnymi zjawiskami w gospodarce. Po pierwsze nastąpił przejściowy wzrost inflacji, szczególnie w niektórych sektorach gospodarki, np. w rolnictwie. Tutaj wzrost cen wyniósł w rok po przystąpieniu 5-6%. Przejściowo ceny rosły szybciej niż normalnie, choć mniej niż w rolnictwie, także w usługach i przemyśle. Drugą sprawą był przejściowy spadek produktywności rodzimych firm. Powód to nagły wzrost konkurencji zagranicznej, do czego szczególnie rolnictwo nie było przygotowane. To z kolei wpłynęło na tymczasowy wzrost bezrobocia. Podkreślam jednak, że zwiększenie liczby bezrobotnych było przejściowe i dotyczyło tylko niektórych branż. Wpływ tego zjawiska na zagregowane dane o gospodarce był raczej znikomy. Trzecim zjawiskiem po wejściu do Unii Europejskiej był wzrost deficytu budżetowego. Austria jest w Unii płatnikem netto. Przystąpienie spowodowało więc zwiększenie obciążeń gospodarstw domowych, szczególnie w następnych latach, przed przystąpieniem do EMU. Przed końcem 1997 r. Austria musiała bowiem zejść z poziomem deficytu budżetowego poniżej 3% PKB. Restrykcyjna polityka fiskalna była więc nieunikniona.
Czy prawdą jest, że przystąpienie do Unii Europejskiej i pogorszenie się poziomu życia ludności doprowadziło do wzrostu niezadowolenia społecznego, które wykorzystał do dojścia do władzy Jörg Heider?