- Nawet jeśli w bieżącym roku firma wypracuje zysk netto, nie podzielimy się nim z akcjonariuszami - powiedział Thierry Breton. Zastrzegł jednak, że nie należy tej wypowiedzi traktować jako prognozy zysku netto France Telecom w br. W 2002 r. firma zanotowała gigantyczną stratę w wysokości aż 20,7 mld euro. Jest to drugi najgorszy wynik w historii rynku kapitałowego we Francji. Również w ub.r. aż 23,3 mld euro straty miał potentat medialny Vivendi Universal.
Szef potężnego francuskiego koncernu telekomunikacyjnego, pod względem wielkości ustępującego w Europie tylko Deutsche Telekom, ma inne priorytety. Dla niego najważniejsze jest zredukowanie ogromnego zadłużenia firmy, które na koniec ub.r. wynosiło 68 mld euro. Długofalowy plan prezesa zakłada zmniejszenie zobowiązań spółki do 2005 r. do 30 mld euro. Liczy on również, że w tym okresie raing kredytowy wzrośnie o cztery punkty, do poziomu "A". Obecnie agencja Standard & Poor`s ocenia France Telecom na "BBB-" tylko jeden punkt powyżej poziomu spekulacyjnego.
Thierry Breton wspomniał też w wywiadzie, że na koniec br. zadłużenie kierowanej przez niego firmy powinno obniżyć się do 50 mld euro.
Inwestorzy zaufali strategii nowego szefa France Telecom. Od czasu gdy w październiku ub.r. zastąpił w fotelu prezesa Michela Bona, akcje spółki zdrożały już prawie o 200%. Wczoraj jednak, po informacji, że dywidendy nie będzie, papiery staniały już na początku sesji o 1,5%.