- Musiałaby nastąpić jakaś zamiana na samej górze, np. premiera czy ministra finansów, aby poruszyć rynek - twierdzi Artur Wróbel, dealer walutowy z Banku Handlowego. - Na przetasowania w pozostałych resortach gracze już się uodpornili - dodaje. Wczoraj złoty umocnił się zarówno w stosunku do dolara, jak i euro. Po południu za wspólną walutę europejską płacono 4,39 zł, wobec 4,44 zł w porannym handlu.

W opinii A. Wróbla, na wycenę naszego pieniądza największy wpływ mają teraz notowania euro do dolara. Ich osłabienie powoduje automatyczny wzrost wartości złotego. W środę umacnianiu naszej waluty sprzyjała też aukcja obligacji skarbowych.

Ministerstwo Finansów zaoferowało papiery dwuletnie o wartości 3,5 mld zł. Popyt przekroczył 15 mld zł. Wszystkie obligacje zostały sprzedane, a średnia rentowność wyniosła 5,2%, wobec przeszło 5,5% na aukcji w marcu.

- Było kilka powodów tak dużego zainteresowania ofertą MF. Po pierwsze, w kwietniu zapada dosyć dużo obligacji. Ich wartość wynosi ok. 6 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze ponad 5 mld zł, które banki otrzymają z wcześniejszego wykupu papierów wyemitowanych przez NBP w związku z obniżeniem rezerw obowiązkowych - twierdzi Tomasz Sikora, dealer obligacji z BPH PBK. - Poza tym, na wczorajszej aukcji resort oferował obligacje nowej serii. Jest jeszcze jeden powód: w ostatnim czasie papiery dwuletnie były niedowartościowane - dodaje. Inwestorzy chętnie kupowali też wczoraj obligacje na rynku wtórnym. Rentowność najpopularniejszych papierów pięcioletnich spadła do 5,2%, z 5,3% na otwarciu.

Według T. Sikory, potyczki w rządzie mają ograniczony wpływ na nasz rynek papierów dłużnych. - Inwestorzy oczekują kolejnych obniżek stóp procentowych, a to zwiększa popyt na obligacje - mówi dealer.