Światowe rynki akcji zastygły w oczekiwaniu na rozwój sytuacji na froncie bliskowschodnim. Pierwsze wojska koalicji amerykańskiej przekroczyły tzw. czerwoną linię, co wiąże się z ryzykiem ataku chemicznego ze strony reżimu Saddama Husajna. Operacja posuwa się obecnie dość sprawnie, jednak do zwycięstwa wciąż dużo brakuje.

Inwestorzy są tak skoncentrowani na wieściach dochodzących z pól bitew, że pomijają informacje napływające z gospodarki. We wtorek ISM podał, że aktywność w przemyśle spadła po raz pierwszy od października ubiegłego roku. Indeks ISM jest przy tym najniżej od listopada 2001 (46,2 pkt). Każde wskazanie poniżej 50 pkt oznacza, że gospodarka się nie rozwija. A to pachnie recesją. Tak niski rezultat w ocenie ISM jest głównie następstwem spadku popytu na wyroby chemiczne, elektroniczne oraz maszyny i urządzenia przemysłowe.

Wyniki ISM nie są zaskoczeniem, ponieważ z innych sektorów również napływają niepokojące wiadomości. Wojna wpływa na zachowanie konsumentów, którzy ograniczyli wydatki. JD Power&Associates wskazało, że w pierwszych czterech dniach po rozpoczęciu drugiej wojny w Zatoce sprzedaż samochodów spadła o 8%. We wtorek obliczenia tej spółki zostały potwierdzone przez doniesienia największych producentów samochodów. Ford podał, że marcowa sprzedaż była niższa o 8% niż w lutym. Podobnie było w przypadku innych gigantów. Sprzedaż aut w koncernie General Motors spadła w ubiegłym miesiącu o 5,3%, natomiast DaimlerChrysler uplasował na rynku o 3% mniej samochodów niż w lutym. Sklepy detaliczne w tygodniu kończącym się 29 marca miały najniższą sprzedaż od grudnia 2002 roku (-1,4%).

W krótkim terminie sytuacja w Iraku będzie wyznaczać zachowanie światowych rynków akcji. W dłuższym liczyć się będą zyski, a z tymi nie jest ostatnio dobrze. Świadczy o tym rekordowa liczba wstępnych oświadczeń spółek, zakładających niższe zyski niż oczekiwane przez inwestorów oraz spadek wydatków konsumpcyjnych, spowodowany powojennym pogorszeniem się nastrojów.