Urząd Skarbowy domaga się od spółki 24,8 mln zł, z czego Centrozap zapłacił już 5,4 mln zł. Zaległości podatkowe powstały w maju i czerwcu 1996 r. Firma została oskarżona o wyłudzenie zwrotu podatku VAT przez fikcyjny obrót radiometrami. Konflikt trafił do NSA, bo spółka uważa, że sprawa uległa przedawnieniu z końcem 2001 r. Katowicka Izba Skarbowa twierdziła natomiast, że jeszcze w grudniu 2001 r. wysłała decyzję o egzekucji należności, a Centrozap zrobił wszystko, żeby jej nie odebrać na czas.

Sąd przyznał w piątek rację fiskusowi - stwierdził, że decyzja Izby została doręczona prawidłowo, a więc jest ważna. - Oznacza to, że największym wierzycielem Centrozapu w masie upadłościowej będzie Skarb Państwa, a inni wierzyciele będą mieli niewielkie szanse na odzyskanie swoich środków - mówi Ireneusz Król, nowy prezes holdingu. Jeszcze przed wyrokiem sądu zarząd określił sytuację finansową firmy na tyle złą, że nawet pozytywne dla Centrozapu rozstrzygnięcie sporu podatkowego nie uchroniłoby jej od upadłości. Mimo to spółka zapowiedziała, że będzie ubiegać się w Sądzie Najwyższym o rewizję nadzwyczajną wyroku.

Upadłość spółki mogła być ogłoszona już w czwartek. Nie doszło jednak do tego, gdyż Chemet (jeden z wnioskodawców) zażądał wyłączenia ze sprawy wszystkich sędziów Sądu Rejonowego w Katowicach. Pracuje tam bowiem żona Jacka Krysiaka, który do 8 kwietnia sprawował funkcje prezesa zarządu spółki. Nie jest znany jeszcze ani termin, ani sąd, który poprowadzi kolejną rozprawę.