Z wczorajszej sesji warta opisania jest jedynie jej końcówka. O reszcie można zapomnieć, gdyż faktycznie nic się nie działo. Ostatnie trzy godziny mogły i powinny zaniepokoić posiadaczy długich pozycji. W ciągu trzech godzin ceny kontraktów spadły o ponad 20 pkt, z czego 15 pkt to spadek w ostatniej godzinie notowań. Co ważne, towarzyszył temu ruchowi spory obrót, potwierdzający, że nie był to mało istotny ruch. Faktycznie, końcowy "zjazd" jest nie tylko istotny, ale wręcz bardzo ważny. Spójrzmy na wykres i wszystko stanie się jasne. Atak podaży sprawił, że ceny kontraktów naruszyły poziom wzrostowej linii trendu. Jej przełamanie może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje techniczne.

Położenie byków zdecydowanie wtedy pogorszyłoby się. Do tej pory ta wzrostowa linia trendu była dla nich pewnego rodzaju pocieszeniem. Spoglądając na wykres widać było lekko wznoszący trend. Ta świadomość pozwalała na utrzymanie optymistycznego spojrzenia w przyszłość. Jeśli niedźwiedziom uda się przełamać to wsparcie, to czar pryśnie. Najbardziej zagorzałym orędownikom wzrostów pozostanie wtedy już tylko liczyć, że przełamanie wsparcia okaże się pułapką. To już jest jednak nadzieja, która może się nie spełnić.

Byki stoją więc przed trudnym zadaniem obrony wsparcia. Są pewne przesłanki, które mogą dodać im otuchy. Jedną z nich jest fakt, że podczas wczorajszego końcowego fixingu, mimo że obróciło się ok. 1500 kontraktów, to jednak liczba otwartych pozycji nie spadła. Ktoś się poważnie wziął za obronę i wykorzystał wcześniejszą panikę do zajęcia długich pozycji. Czy było to prawidłowe podejście? Czas pokaże. Na pewno było to mocno ryzykowne. Moim zdaniem, rozsądniejsze byłoby zaczekanie na choćby wstępne potwierdzenie, że wsparcie utrzymało się.