Giełdy surowcowe w Londynie i Tokio były w poniedziałek nieczynne ze względu na przerwę świąteczną. O zmianach notowań decydowały więc przede wszystkim operacje na giełdach amerykańskich.
Ceny ropy naftowej wahały się w stosunkowo wąskim przedziale, gdyż inwestorzy czekali na właściwą ocenę popytu i podaży na rynku paliw płynnych, zwłaszcza w USA. Opublikowane w zeszłym tygodniu dane wykazały bowiem wzrost amerykańskich zapasów benzyny przy jednoczesnym spadku zasobów ropy. Niektórzy eksperci nie wykluczali, że w najbliższych dniach notowania tego surowca mogą wzrosnąć, gdyż zapotrzebowanie okazało się większe niż przewidywano, podczas gdy nie zdołano odtworzyć w wystarczającym stopniu rezerw. Ich zdaniem, do publikacji w środę kolejnych danych o stanie zapasów w USA cena ropy na giełdzie nowojorskiej utrzyma się w granicach 25,50 USD - 26,25 USD za baryłkę. Na początku wczorajszej sesji wynosiła ona 25,88 USD, o 0,21 USD więcej niż w końcu ubiegłego tygodnia.
Po ponad 2-proc. wzroście w zeszłym tygodniu cena złota zmieniała się wczoraj w mniejszym stopniu. Na New York Mercantile Exchange wzrosła na początku dnia do 341,35 USD za uncję, z 340,70 USD w końcu sesji piątkowej. Tendencji zwyżkowej sprzyjał w dalszym ciągu niski kurs dolara do euro oraz jena.
Tymczasem na rynku miedzi oczekiwano utrwalenia spadku notowań, który w końcu zeszłego tygodnia pobudziły dane o wzroście bezrobocia w gospodarce amerykańskiej. Nie wykluczano, że ze względu na mały popyt cena tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych spadnie w najbliższych dniach w Londynie o 100 USD za tonę do niespełna 1500 USD.