Z punktu widzenia arbitrażysty, najważniejsza jest zmienność rynku, która powodowałaby odchylenie kursu instrumentu pochodnego od jego wartości teoretycznej. Jeśli kurs przewyższa tę wartość, wtedy sprzedaje się instrument pochodny (np. kontrakt akcyjny na TPS), a kupuje instrument bazowy (akcje TPS). I odwrotnie, w przypadku odchylenia w dół. Taka sytuacja na rynku najczęściej powstaje w momencie, gdy decyzjami inwestorów zaczynają rządzić emocje. Od chwili rozpoczęcia działalności przez fundusz zmienność na warszawskim parkiecie stale maleje. W tym tygodniu, mierzona wskaźnikiem ATR z 14 tygodni, ustanowiła nawet historyczne minimum. To efekt coraz większego zdominowania rynku akcji przez inwestorów instytucjonalnych.
Nie bez znaczenia jest też to, że działalność funduszu przypadła na okres, gdy na rynku przeważają spadki. To powoduje, że okazje do arbitrażu na kontraktach terminowych na WIG20 (które miały być głównym źródłem zysków funduszu), polegają głównie na zajmowaniu długiej pozycji na futures i sprzedawaniu na krótko akcji z indeksu WIG20. Niestety, nie na wszystkich 20 spółkach można dokonywać krótkiej sprzedaży, co stwarza ryzyko, że arbitraż nie będzie do końca efektywny. Potwierdza to Marcin Winnicki, zarządzający funduszem arbitrażowym. - Na kontraktach na WIG20 tylko sporadycznie dokonywaliśmy arbitrażu. W większości przypadków możliwy był on na kontraktach akcyjnych. W ich przypadku nie było problemu z pożyczaniem akcji - mówi.
Najaktywniej fundusz działał na kontraktach akcyjnych. Widać to dobrze na wykresie bazy (różnicy między ceną kontraktu a akcji) na kontraktach na TPS. Od blisko roku mieści się ona w przedziale od -10 do +20 gr, co świadczy o skutecznym wykorzystywaniu nieefektywności rynku tych kontraktów przez arbitrażystów. Tyle tylko, że płynność futures wystawionych na akcje jest niewielka i niewystarczająca, aby fundusz o aktywach 65 mln zł osiągał zadowalający zysk. Osobną kwestią jest to, że obroty kontraktami akcyjnymi są zdominowane przez animatorów. W tym przypadku sama świadomość działalności funduszu arbitrażowego powoduje, że nie pojawiają się zbyt atrakcyjne możliwości bezpiecznego zarabiania na nieefektywności rynku. Animatorzy po prostu nie wystawiają przeważnie zleceń odbiegających od wartości teoretycznej kontraktu.
Nie ulega wątpliwości, że fundusz arbitrażowy trafił na niesprzyjające warunki rynkowe dla swojej działalności i nie da się ocenić, czy w przyszłości one się poprawią. Ale też trudno oprzeć się wrażeniu, że rozczarowanie wynikami osiąganymi przez fundusz, wyrażane przez jego uczestników na łamach list dyskusyjnych i prasy, wynika w dużej części z kampanii promocyjnej, jaka towarzyszyła sprzedaży certyfikatów. Podkreślano w niej głównie szanse związane z tą inwestycją, a ocenę ryzyka z nią związanego pozostawiono samym potencjalnym inwestorom (zostały one opisane szczegółowo w prospekcie emisyjnym). Nie ma się jednak czemu dziwić. Wszak prowizję przy zakupie certyfikatów klienci musieli zapłacić bez względu na wynik osiągnięty w rzeczywistości przez fundusz.