Ostatni skandal związany z NYSE wybuchł w mijającym tygodniu, gdy ujawniono, że prezes giełdy Richard Grasso otrzymał w minionym roku wynagrodzenie w wysokości 10 milionów dolarów mimo trwającej przez cały rok bessy. Okazało się także, że Grasso zapewnił sobie pakiet emerytalny wartości 80-100 milionów dolarów. Władze NYSE odmówiły komentarza w tej sprawie, twierdząc, że jest to wewnętrzna sprawa nowojorskiej giełdy. Przedstawiciele władz nadzorczych oświadczyli jednak prywatnie, iż wynagrodzenie Grasso nie odbiega od sum, jakie otrzymują szefowie innych wielkich korporacji. Jednak jeden z członków zarządu Carl McCall, były kontroler stanu Nowy Jork, zaczął głośno domagać się większej przejrzystości w funkcjonowaniu zarządu giełdy. Chce także doprowadzić do publicznych przesłuchań w tej sprawie.

Rewelacje o pensji prezesa NYSE poprzedziło ujawnienie, iż wielu traderów giełdy jest podejrzanych o stosowanie nieuczciwych praktyk przy dokonywaniu operacji na zlecenie klientów.

Metodami zarządzania giełdą zajęła się specjalna komisja, złożona z ośmiu członków zarządu NYSE. Powołano ją na żądanie przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) Williama Donaldsona. Ma ona zarekomendować reformy w systemie funkcjonowania giełdy i zapewnić większą przejrzystość działalności władz. SEC dała wyraźnie do zrozumienia, że jeśli NYSE nie zreformuje się sama, to władze regulacyjne zarekomendują odpowiednie zmiany. Problem w tym, że członkowie komisji NYSE, najczęściej przedstawiciele wielkich domów maklerskich, są uwikłani w różnego rodzaju dochodzenia władz regulacyjnych.