Po trzecie - Unia Europejska jest taką strukturą, która nie pozwoli nam na obniżenie podatków i nie pozwoli na obniżenie wydatków.
Wbrew twierdzeniu rządu uważam, że głęboka naprawa finansów państwa jest koniecznością. Dlaczego? Poszukując odpowiedzi posłużę się kilkoma faktami, dotyczącymi niedawnej przeszłości.
- Po pierwsze - wzrost gospodarczy w latach 90., dosyć silny, pozwolił na to, by łącznie polska gospodarka stała się o 20% większa od gospodarek Czech, Słowacji i Węgier, chociaż na początku lat 90. była mniejsza niż suma tych trzech gospodarek. Ten dość szybki wzrost był efektem gwałtownej poprawy efektywności wykorzystania zasobów oraz poprawieniem efektów alokacji inwestycji (stały się bardziej efektywne), co, oczywiście, było wynikiem zmiany ustroju gospodarczego. Dzisiaj możliwości wykorzystania rezerw nieefektywnościowych są bardzo niewielkie. Pewne rezerwy wciąż tkwią w gospodarce, ale w porównaniu z początkiem lat 90., kiedy stanowiły główny motor wzrostu gospodarczego, ich rola jest już znikoma. Sił napędowych trzeba więc szukać gdzie indziej.
- Po drugie - w latach 1993-2000 r. mieliśmy do czynienia z bardzo wysoką dynamiką popytu sektora prywatnego, w szczególności popytu inwestycyjnego. Niestety, procesowi temu nie towarzyszyło dostosowanie popytu sektora publicznego. W rezultacie między rokiem 1995 a 2000 doszło do pogorszenia salda wymiany z zagranicą aż o 12% PKB.
- Po trzecie - udział dochodów bieżących budżetu między rokiem 1994 a 2000 zmniejszył się o 5% PKB, podczas gdy wydatki bieżące w relacji do PKB utrzymały się na tym samym poziomie. Mówiąc o wydatkach bieżących, należy pominąć wydatki inwestycyjne i na obsługę długu, które oczywiście zmniejszały się, a rezultatem był mniejszy łączny udział wydatków w PKB. W praktyce wydatki bieżące, poprzez które realizuje się funkcje państwa, utrzymały się na dotychczasowym poziomie, co tworzyło gigantyczne napięcia i zmuszało do obniżania wydatków inwestycyjnych sektora publicznego.