Stare prawo ekonomiczne mówi, że konkurencja w gospodarce jest bardzo wskazana. Dzięki niej klienci otrzymują lepsze i bardziej nowoczesne towary czy usługi za niższą cenę. Okazuje się jednak, że ta prawda nie dotyczy tylko i wyłącznie napojów chłodzących czy piwa albo samochodów. Dzięki konkurencji w rządzie mogą skorzystać bowiem podatnicy.
Oczywiście mowa o rywalizacji wicepremiera Grzegorza Kołodki z superministrem Jerzym Hausnerem. Gdyby nie było konkurencji, rząd po prostu przyjąłby program ministra Kołodki. Ten rozpowiadałby wszem i wobec, że obniża podatki, przyspiesza wzrost gospodarczy i obniża bezrobocie, a przy okazji - daje nam jeszcze szanse na sięgnięcie po fundusze unijne. Jednak minister Hausner najwyraźniej uznał, że siedzenie na dwóch krzesłach na raz (ministra pracy i ministra gospodarki) to za mało, i przydałoby się jeszcze trzecie - ministra finansów. I gdy minister Kołodko wielkopańskim gestem obniżył firmom CIT w przyszłym roku do 24%, Jerzy Haunser powiedział - daję więcej (firmom). I zaproponował 19%.
Po krótkiej szamotaninie z cyframi i oświdczeniach, że takiej redukcji nie wytrzyma nasz biedny budżet (mówił o tym choćby wiceKołodko, czyli Wiesław Ciesielski), okazało się, że jednak można. No i resort finansów też zapisał w swoim programie 19% CIT-u.
Resort gospodarki i pracy chce jednak licytować dalej. W Pakiecie BIS minister Hausner jako wzór do naśladownictwa podaje Węgry (CIT - 18%) czy Irlandię (CIT - 12,5%). Do tego dokłada lepsze warunki dla rozliczających się na zasadach uproszczonych oraz chce ulżyć samozatrudniającym się (niech płacą mniejsze podatki, ale płacą, a nie stoją w kolejce po zasiłek dla bezrobotnych). Zwrócił także uwagę na fatalną sytuacją sądów gospodarczych, na opóźnienia w procesie inwestycyjnym wynikające z idiotycznych przepisów, itd.
Pytanie, czy resort finansów znowu ulegnie? Podejrzewam, że gdyby minister Kołodko posiadał jakąkolwiek spójną koncepcję tego, co chce zrobić, pewnie przerwałby tę licytację - miałby bowiem własne propozycje. Jednak jego ostatnie dokonania choćby w zakresie podatków pokazują, że nic takiego w gmachu przy Świętokrzyskiej nie ma. Bo zapowiedzi, że będą nowe stawki, potem wycofanie się z nich, a potem zaskakujący powrót do tego pomysłu pokazują, że pan Kołodko od koncepcji woli szum medialny. Na zasadzie - nieważne o czym, grunt żeby szumiało. Podobny wyskok miał miejsce przy okazji podatku od praw autorskich - najpierw pan Kołodko zaproponował likwidację 50-proc. kosztów uzyskania przychodów i obłożenie wszystkiego 19-proc. stawką, potem okazało się, że koszty będą, ale 20-proc. Co będzie dalej - nie wiadomo. I pewnie sam minister Kołodko nie wie.