Samorządowcy nazywają to "systemem janosikowym". Tak naprawdę do końca nie wiadomo, ile centralny budżet zabierze bogatym i odda biednym, bo resort finansów przeprowadził swoją symulację na podstawie wykonania budżetów samorządów w 2002 r. Jedno jest pewne: większość tej kwoty pochodzić będzie z kasy Warszawy, która - jako jedno z nielicznych miast - nic nie zyska na reformie wicepremiera Grzegorza Kołodki.
- Musi być jakiś mechanizm wyrównawczy. Przy pisaniu tej ustawy przyjęto jednak filozofię, która polega na maksymalnym ograniczeniu kosztów budżetu centralnego. W sumie środki, jakimi samorządy będą dysponować, zbytnio się nie zwiększą - uważa Ludwik Węgrzyn, przewodniczący Związku Powiatów Polskich. Resort finansów szacuje, że wprowadzenie w życie ustawy będzie kosztowało w przyszłym roku kasę państwa ponad 1,8 mld zł. Kwota ta ma powiększyć deficyt budżetowy.
Gminy, powiaty i województwa będą się zrzucać na część subwencji ogólnej, która zresztą będzie liczona w inny sposób niż obecnie. Od nowego roku będzie się składać z trzech części: oświatowej, wyrównawczej oraz równoważącej (gminy i powiaty) albo regionalnej (województwa). Negatywne skutki zmian gminom i powiatom ma rekompensować część równoważąca. Zrzucać się na nią mają te gminy, w których dochód na jednego mieszkańca jest o 40% wyższy od średniego w kraju. W przypadku powiatów wskaźnik ten wyniesie 10%.
Część regionalna ma likwidować różnice w dochodach między województwami. Zapłacą za to bogate województwa, gdzie dochód per capita jest o 70% wyższy od średniej krajowej. Przy wyliczeniu wartości części regionalnej ma być brana pod uwagę m.in. stopa bezrobocia w poszczególnych województwach, PKB oraz powierzchnia dróg przypadająca na 1 mieszkańca.
Co spowoduje stosowanie takiego mechanizmu? Rozmówcy PARKIETU nie mają wątpliwości. Bogate gminy i powiaty, które mogłyby przeznaczać więcej środków na inwestycje, będą równały w dół. Najjaskrawiej widać to na przykładzie powiatu Warszawa. Jego dochody liczone według dziś obowiązujących zasad to 152,6 mln zł. Zgodnie z projektem, tylko dochody z PIT wyniosłyby 362,9 mln zł. Jednak w ostatecznym rachunku w Warszawie zostanie tylko 152,6 mln zł. Dlaczego? Powiat warszawski będzie musiał wpłacić do budżetu centralnego 234,1 mln zł, które potem powiększą powiatową część równoważącą subwencji. Jej łączna wartość jest szacowana na 433,7 mln zł.