Propozycje ministerstwa znalazły się w roboczej wersji pakietu "Przede wszystkim przedsiębiorczość II". Obecnie umowy o pracę na czas określony mogą podpisywać w nieskończoność wszystkie przedsiębiorstwa - ale tylko do dnia wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. Resort chciałby jednak, aby te przedsiębiorstwa, które narażone są na nagły spadek zamówień, nie bały się zatrudniać nowych pracowników czy przedłużać już podpisanych umów o pracę. Przywilej zawierania kontraktów na czas określony w nieskończoność dotyczyłby tylko firm reprezentujących branże szczególnie narażone na wahania koniunktury, np. przedsiębiorstwa budowlane.

Przedstawiciele organizacji pracodawców popierają takie rozwiązanie. Boją się jedynie, że w ostatecznej wersji pakietu wiele wartościowych propozycji Ministerstwa Gospodarki zostanie wykreślonych.

Pojawiła się jednak wątpliwość, czy zmiany proponowane przez resort można wprowadzić w życie. Zdaniem prawników, byłyby one bowiem niezgodne z prawem obowiązującym w Unii Europejskiej. - Dyrektywa unijna mówi wyraźnie, że państwa członkowskie muszą uregulować kwestie umów o pracę, tak by zawieranie kontraktów na czas określony w nieskończoność nie było możliwe - uważa Aleksandra Minkowicz-Flanek, prawnik z kancelarii Salans. - Proponowane rozwiązanie nie będzie mogło być stosowane po naszej akcesji także dlatego, że do kodeksu pracy wróci przepis zakazujący takich praktyk.

Poza tym wprowadzenie takiej zmiany oznaczałoby faworyzowanie niektórych przedsiębiorstw, a jednocześnie dyskryminowanie ich pracowników wobec innych zatrudnionych w gospodarce. To może zostać uznane za sprzeczne z jednym z podstawowych praw gwarantowanych przez konstytucję, a mówiącym o równości wszystkich obywateli wobec prawa. - Rozumiem, że Ministerstwo Gospodarki miało dobre intencje, ale na tym się skończyło. To bzdurny przepis, powodujący różnicowanie obywateli wobec prawa - mówi Jarosław Chałas, radca prawny z kancelarii prawnej Chałas, Wysocki i Partnerzy. Ponadto, jego zdaniem, resort może mieć kłopoty z precyzyjnym sformułowaniem przepisów. Będzie musiał bowiem dokładnie określić, kto będzie nimi objęty. Na przykład w firmach budowlanych pracują nie tylko bezpośrednio wykonujący prace na rusztowaniach, ale także sprzątaczki, księgowi czy kierowcy. - Jeżeli proponowany przepis wejdzie w życie, od razu zostanie zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego - uważa J. Chałas.