Będąca wydarzeniem tygodnia czwartkowa decyzja EBC o redukcji stóp procentowych o 50 punktów może, paradoksalnie, podziałać na inwestorów ostrzegawczo. Można ją bowiem potraktować raczej jako potwierdzenie tendencji stagnacyjnych w Eurolandzie, a nie jako sygnał do rozpoczęcia przepływu kapitału z rynku papierów dłużnych w kierunku rynku akcji. Interpretacje te miałyby bardzo istotne znaczenie również dla naszego rynku. Po pierwsze dlatego, że w rezultacie wspomnianych wyżej okoliczności trwająca od 23 kwietnia 2003 r. na giełdach Europejskiej Unii Monetarnej konsolidacja może być nadal interpretowana jako dystrybucja. Doświadczenie uczy zaś, że o ile w okresach światowej hossy korelacja między rynkami spada o tyle w okresach bessy rośnie co oznacza, że również naszemu WIG20 trudno będzie uchronić się w najbliższych kilku tygodniach przed spadkami. Po drugie, wchodzimy w okres z sezonowego punktu widzenie niezbyt korzystny dla giełd.
Napływające w ostatnim czasie z krajowego otoczenia makroekonomicznego dane świadczą generalnie o ożywieniu tempa wzrostu gospodarczego. Tempo wzrostu PKB jest wyższe, niż można by oczekiwać tego w sytuacji stagnacji popytu konsumpcyjnego u naszych największych partnerów handlowych. Już w tej chwili wiele notowanych na WGPW firm dzięki zakończonej restrukturyzacji wykazuje poprawę wyników finansowych. W rezultacie można sądzić, że skala przewidywanych spadków na naszej giełdzie powinna być mniejsza niż tych na rynkach ze strefy euro. Z uwagi na niski udział akcji w portfelach naszych funduszy emerytalnych to właśnie one będą chronić nas przed bardziej zdecydowanymi zniżkami kursów naszych blue chipów. W rezultacie można spodziewać się raczej, poprzedzonego być może jeszcze jedną próbą ataku WIG na opór na poziomie 15 800 pkt., sukcesywnego,,obsuwania się" niż desperackiej wyprzedaży.