Zakończony tydzień przyniósł istotną zmianę na wykresie S&P500. Indeks przebił się bowiem ponad ważny długoterminowy opór, generując sygnał kupna i negując długoterminowy sygnał sprzedaży, wynikający z kształtowanej od 1998 do połowy 2002 roku formacji głowy z ramionami. Należałoby teraz oczekiwać kontynuacji zwyżki przynajmniej do 1100 pkt, ale na drodze takiemu scenariuszowi stoi jeden fakt. Amerykański rynek akcji w średnim terminie jest już mocno wykupiony. Do tego dochodzi coraz większe wykupienie krótkoterminowe. RSI jest na najwyższym poziomie od 1998 roku. Dzienny MACD ma największą wartość od dwóch lat. Do tego wszystkiego dochodzą indeksy nastroju sygnalizujące bardzo duży optymizm. Sytuacja jest więc łudząco podobna do tych, które towarzyszyły kształtowaniu wcześniejszych szczytów w trakcie rynku niedźwiedzia. Samo przebicie oporów też nie daje jednoznacznych sygnałów. Z technicznego punktu widzenia, oczywiście sygnał kupna się pojawił, ale zważywszy, że obecnie ważą co najmniej średnioterminowe losy trendu, to przebicie bariery podażowej o 3% może okazać się zbyt "płytkie". Każda z większych korekt ostatniej bessy kończyła się bowiem od 3 do 6% ponad oporem, który powinien był ją zatrzymać. Jeżeli założymy podobny filtr także i w tym przypadku, to nabywanie akcji przy obecnym wykupieniu rynku będzie zbyt wczesne. Należy też zwrócić uwagą na jeszcze jeden fakt. Średnioterminowe korekty wzrostowe z 2001 roku miały wysokość około 200 pkt. Zważywszy, że ostatni dołek wypadł na wysokości 776 pkt, to S&P500 właśnie zrealizował taki zasięg.
Biorąc pod uwagę wszystkie te argumenty, nie odważyłbym się teraz na kupno akcji. Krótkoterminowy szczyt jest już blisko i ze sporym prawdopodobieństwem będzie można wkrótce oczekiwać niższych cen niż na piątkowej sesji. Jeżeli wtedy na rynku nie pojawi się typowa dla końca korekty, duża podaż spychająca bezustannie kursy na coraz niższe poziomy, to dopiero wtedy zacznę się zastanawiać nad zajęciem długich pozycji.