Czy Dariusz Rosati zastąpi Grzegorza Kołodkę?
Nie sądzę. Prof. Dariusz Rosati byłby niewątpliwie świetnym kandydatem na ministra finansów, no ale nie na księgowego, tylko na kreatora polskiej polityki gospodarczej.
Kreatora? O kreatywnym budżecie pisze prasa. W założeniach do budżetu zapisano, że deficyt wyniesie 33,1 miliarda zł, jednak, by osiągnąć tak niską wartość, do dochodów doliczono 9 mld zł wpływów z rezerwy rewaluacyjnej NBP. W wydatkach pominięto prawie 12 mld zł dotacji na fundusz emerytalny. W założeniach znalazły się niektóre zapisy praktycznie wykluczające wprowadzenie w przyszłym roku powszechnego liniowego podatku. Czy te założenia są, Pańskim zdaniem, realne? Szef doradców ekonomicznych prezydenta, prof. Witold Orłowski, powiedział, że tak.
Całkowicie się nie zgadzam z prof. Orłowskim. Te założenia są absolutnie nierealne, wewnętrznie niespójne. Proszę sobie wyobrazić, jaki scenariusz jest zarysowany w tych założeniach. Otóż gospodarka nam przyspiesza, i to bardzo szybko, do 5% w 2004 roku, i dalej będzie rosła - do 5,4% w 2005 r. W tej przyspieszającej gospodarce, według tego scenariusza, również przyspiesza inflacja, średniorocznie w 2004 r. do 2,2%, czyli pod koniec 2004 r. znacznie powyżej, powiedzmy, 2,5%. W międzyczasie Rada Polityki Pieniężnej, w połowie następnego roku, drukuje 9 mld zł pustego pieniądza, co daje 18% podaży pieniądza w ciągu roku. Na tle bardzo szybko rosnącej gospodarki, rosnącej inflacji, zwiększonej o 18% podaży pieniądza, Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe do średniorocznego poziomu 3,7%, czyli pod koniec 2004 r. niewiele ponad 3%.
Naprawdę wystarczy zdrowy rozsądek, nie trzeba głębokiej wiedzy makroekonomicznej, żeby powiedzieć, że, mówiąc delikatnie, coś jest nie tak.