"Miał misje, ale poszedł z dymem" - tak komentowano wczorajszą dymisję Kołodki. Kontrakty jednak swojego zdania już nie wyrażą, bo inwestorzy "wiedzieli" o tym od poniedziałku i zdążyli to zdyskontować. Najprawdopodobniej powtórzymy dzisiaj scenariusz z ostatnich dwóch dni, w których różnica między maksimum, a minimum sesji nie przekracza 10 pkt. Towarzyszące temu niskie obroty nie pozwalają na wiarygodną ocenę rynku.

Inwestorzy wstrzymują się z transakcjami do czasu wyjaśnienia dwóch dylematów. Pierwszym jest przyszłość amerykańskich indeksów, drugim przyszłość polskiego rządu. Jeśli chodzi o amerykański parkiet, to wybór przyszłego kierunku może ułatwić wczorajsza ankieta Investor's Intelligence. O ile skrajnym optymizmem było notowane tydzień temu 56,5% byków vs 20,7% niedźwiedzi, to nawet nie wiem, jak nazywać obecne 58,7% byków vs 16,3% niedźwiedzi. Takiego optymizmu nie notowano nawet na samym szczycie internetowej hossy. Jedyny argument, jaki pozostaje w tym momencie w rękach byków, to ewentualna możliwość, że 3-letnia bessa przesunęła nieco ekstremalne wartości takich wskaźników. Jednak bardzo wątpliwe, że aż do tego stopnia. Nie jestem jedynym, który widzi zagrożenie dużymi spadkami w USA, ale z drugiej strony od książek, po bolesne skarcenie przez rynek, uczono mnie, że trendu należy się trzymać. Takie dylematy nie pozwalają wybrać kierunku na naszym rynku.

Jednak poważniejsza łamigłówka to sejmowa arytmetyka, która zadecyduje o piątkowym głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu. Tutaj równanie jest nieco bardziej skomplikowane, bo składa się aż z 460 zmiennych (bardzo zmiennych) i bez sejmowego komputera nikt chyba tego nie rozwiąże. Najgorsze jest to, że brak dymisji rządu (75% szans) niewiele tak naprawdę zmieni na rynku.