Po wczorajszej sesji WIG20 w pełni odrobił straty poniesione przez dwa pierwsze dni tego tygodnia. Można więc powiedzieć, że wróciliśmy do punktu wyjścia po politycznym zamieszaniu, jakie powstało po referendum unijnym. Wiele ono nie zmieniło - programu naprawy finansów państwa jak nie było tak nie ma, za to pozostała chęć do niekończących się debat. Odnosi się wrażenie, że gra polityczna przysłania interes gospodarczy państwa. Najlepszym przykładem była ostatnia medialna "zagrywka" z podatkiem liniowym. Obwarowanie jego wprowadzenia szeregiem mało realnych warunków świadczyło o tym, że z założenia nie była to propozycja do merytorycznej dyskusji.
Nasz rynek niewiele jednak robi sobie z wydarzeń na krajowym podwórku. Jedyną reakcją inwestorów było wstrzymanie się od kupowania akcji w poniedziałek i wtorek. Widać, że ich posiadacze swoje decyzje uzależniają przede wszystkim od dalszej koniunktury na światowych giełdach. I trudno obecnie znaleźć inny czynnik mogący zdeterminować rozwój wydarzeń na warszawskim parkiecie. Dlatego tak ważne są ostatnie notowania, szczególnie w Ameryce. Od kilku sesji obserwujemy tam stabilizację. Kupujący tracą wiarę w kontynuację zwyżki, ale podaż nie kwapi się do agresywniejszego działania. Znów wyraźnie zaznacza się dysproporcja pomiędzy napływającymi wiadomościami (obniżki prognoz na drugą połowę roku przez kilka dużych spółek, stagnacja na rynku pracy i w wydatkach konsumenckich, stonowana ocena gospodarki zawarta w "beżowej księdze") a zachowaniem indeksów. Rozgrzane zwyżkami emocje podpowiadają: kupuj, nie przegap okazji. Rozum nakazuje ostrożność i przypomina, że przez ostatnie trzy lata okres letni nie był korzystny dla trzymających akcje w portfelach.
W tej chwili nie można jednoznacznie oszacować znaczenia ostatnich wydarzeń na Węgrzech. Duży deficyt budżetowy, rosnąca nierównowaga na rachunku obrotów bieżących w połączeniu z dość wysoką inflacją i pozostającym w ograniczonym paśmie wahań forintem tworzą wybuchową mieszankę. Trudno przesądzić, czy dojdzie do prawdziwej eksplozji. Gdyby tak, to fala uderzeniowa bez wątpienia nie ominie Polski.