Polski oddział Microsoft nie podaje wyników za kolejne kwartały roku finansowego. Czy może Pan powiedzieć, czego spółka spodziewa się po kończącym się w czerwcu roku finansowym?
Przez ostatnie trzy lata polski oddział Microsoft rósł bardzo szybko. W pierwszych dwóch latach wzrost sięgał ok. 30%. Pisma komputerowe szacują, że w bieżącym roku będzie to kolejne kilkanaście procent. Nie odżegnuję się od tych estymacji. Rynek jest trudny. Na początku roku powiedzieliśmy sobie, że każdy dwucyfrowy wzrost będzie sukcesem. Dlatego jesteśmy zadowoleni. Oprócz trudnych warunków rynkowych, na spowolnienie tempa wzrostu wpływa w naszym przypadku także czynnik natury licencyjnej. Typowa umowa, którą podpisujemy z klientem, obowiązuje 3 lata. Za pierwszym razem klient płaci za uzyskanie licencji i prawo do używania najnowszej wersji. Potem już tylko za prawo do stosowania nowszych wersji oprogramowania. Naturalne jest więc, że po trzech latach wielkość przychodów od danej grupy klientów znacząco się zmniejsza. Taką sytuację mamy właśnie teraz. Oznacza to, że aby osiągnąć kilkunastoprocentowy wzrost, musimy wygenerować dużo większe przychody z pozostałej działalności, nie związanej z największymi umowami licencyjnymi.
Który sektor rynku obsługiwany przez Microsoft rośnie najszybciej?
Sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Przez ostatnie 3 lata wzrost na tym największym krajowym rynku wynosił 20% i mam nadzieję, że będzie tak i w tym roku.
Czy oznacza to, że na rynek powróciła koniunktura?