Wczorajsza sesja zaczęła się małą luką bessy na wykresie intraday. Była to reakcja na nie najlepszą poniedziałkową sesję w USA. Spadek tamtejszych indeksów pogłębił korektę i to w chwili, gdy zapowiadana jest obniżka stóp procentowych. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że Amerykanie tracą powoli wiarę w sprawczą siłę niższych stóp. Nie jest to jednak takie pewne. Po prostu cięcie o 25 pkt bazowych jest już w cenach, gdyż uważane jest za niemal pewne. Co innego obniżka o 50 pkt bazowych, o której mawia się ostatnio coraz śmielej. To właśnie ona jest niewiadomą. Jeśli FOMC zdecyduje się na taki ruch, można oczekiwać reakcji.
Wróćmy jednak na nasze podwórko. Cała sesja przebiegła tradycyjnie w spokojnej atmosferze. Nawet spadek pod poziom 1224 pkt nie wywołał paniki byków. To po części jest zrozumiałe. Na panikę liczyć obecnie nie można, gdyż znaczna większość otwartych pozycji jest nowa, a tym samym ma większą "tolerancję" na straty. Niemniej dziwi trochę, że sygnał sprzedaży w postaci wykreślenia pełnej formacji podwójnego szczytu nie wywołał choćby umiarkowanej reakcji niedźwiedzi. Po krótkim czasie był już zanegowany. Podobnie jak poranna luka bessy, która została zamknięta. Popyt zaatakował? Właśnie nie. Jedynie wybronił rynek przed spadkiem. Na wzrosty nie było ochoty. Można się domyślać, że teraz chodzi o to, by ceny za bardzo nie spadły. W końcu zbliża się koniec kwartału i półrocza. Nie na rękę zarządzającym byłaby utrata dotychczasowego wyniku tuż przed momentem, według którego będą liczone ich premie. Zostały już tylko cztery sesje czerwca. Później motywacja do utrzymywania cen ustanie. Czy sam trend będzie wystarczającym argumentem do dalszych wzrostów? Wczorajszy ranek pokazał, że może być z tym kłopot.