Sesja należała do jednych z bardziej oryginalnych. Ciężko znaleźć w świecie giełdę, na której tak płynne kontrakty na główny indeks giełdowy mogą zejść na minusy przy 1,5-proc. wzroście instrumentu bazowego. Do tego spółka mająca największy udział w portfelu (PEO 12,59%) w samej końcówce sesji spada po jednym zleceniu aż o 8%, wywołując zmiany (prestiżowego) WIG20, przypominające zapis kardiogramu przed zawałem.

Wczorajsze rozciąganie ujemnej bazy o tyle może budzić zdziwienie niektórych inwestorów, że przez pierwszą połowę sesji oglądaliśmy momentami wręcz demonstracyjne kupno na najważniejszych spółkach. Indeks niemal jednym ruchem zrobił od otwarcia 20-punktowy wzrost i dopiero w samej jego końcówce mieliśmy niezdrowe podciąganie kursów, napędzane przez obniżkę stóp. A to właśnie obniżki stóp paradoksalnie są teraz największą obawą inwestujących na kontraktach. Fakt ich ogłoszenia może zakończyć na światowych giełdach sielankowy okres przepływu kapitałów z coraz mniej rentownych bezpiecznych portfeli na rynek akcji. Przecież nawet przy zerowych stopach procentowych wzrost cen akcji ma gdzieś swoje granice. Warto przy tym odnotować, że wczoraj w Japonii po raz pierwszy oprocentowanie pożyczek overnight spadło do poziomu -0,001%. Jakoś nikt się z tych tanich kredytów nie cieszy. Tak więc trzeba zaraz zacząć myśleć, pod co zagrać po obniżkach stóp i zamknięciu kwartału/półrocza. Z tym już może być problem.

Na dzisiaj na kontraktach praktycznie jedyne co będzie miało znaczenie, to wczorajsza nieznana mi jeszcze decyzja Fed. Po pierwszej, zapewne mocno emocjonalnej reakcji, należy pamiętać, że jest subtelna różnica między obniżką 50 pb., mającą zdynamizować ożywienie, a dokonaną ze względu na fatalny stan gospodarki i zagrożenie deflacją.