Wczoraj upłynął termin, w którym wiceminister finansów Andrzej Sopoćko zobowiązał się podjąć decyzję o wydaniu Eureko zgody na nabycie akcji PZU. Wszystko wskazuje, że po raz kolejny nie dotrzymał słowa. Sprawdziliśmy w Eureko. - Nic mi nie wiadomo, aby wiceminister Sopoćko podjął taką decyzję - powiedziała nam wczoraj Lorie Morgan, rzecznik prasowy Eureko. Datę 30 czerwca br., jako ostateczną do podjęcia rozstrzygnięcia, wskazało w piśmie do inwestora samo Ministerstwo Finansów.
Inwestor czeka na nią już miesiąc, mimo że zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego sprawa powinna być zamknięta do 30 maja. Ministerstwo poinformowało już Eureko, że nie oczekuje żadnych innych dokumentów, a także przedstawiło swoje wyliczenia, które mają być podstawą do wydania decyzji. Wiceminister Sopoćko deklarował, że podejmie ją najpóźniej do połowy czerwca. Potem termin przesunięto o kolejne dwa tygodnie. Powód? Urzędnicy chcieli zapoznać się z treścią oficjalnego pozwu, jaki Eureko złożyło przeciw polskiemu rządowi w międzynarodowym sądzie arbitrażowym. Inwestor zrobił to 13 czerwca. Eureko domaga się w nim, żeby polski rząd wypełnił warunki umowy prywatyzacyjnej z 2001 r., która przewiduje sprzedaż 21% akcji PZU w ramach oferty publicznej. Jednak, aby móc kupić te akcje, musi wcześniej uzyskać zezwolenie Ministerstwa Finansów.
Ale wiceminister Sopoćko, mimo że od dawna ma już komplet dokumentów, zwleka z podjęciem decyzji. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że najprawdopodobniej nie chce brać odpowiedzialności za jej skutki. Odmowa (rząd nie chce się zrzec kontroli nad PZU) oznaczałaby, że Eureko zyskałby kolejny argument w procesie arbitrażowym i zwiększał swoje szanse na wypłatę przez Skarb Państwa wysokiego odszkodowania. Dlatego A. Sopoćko chętnie przerzuciłby decyzję na barki swojego następcy. Trzeba przypomnieć, że w ubiegły czwartek został powołany w skład nowego zarządu GPW. Zostanie wiceprezesem giełdy pod warunkiem, że jego dymisję przyjmie prezydent RP.