W Szwecji wprowadzono w zeszłym tygodniu nowe zasady przejęć, aby zwiększyć prawa mniejszościowych udziałowców. Jeżeli wskutek dokonanego po 1 września zakupu akcjonariusz przekroczy udział uprawniający go do 30% głosów, będzie musiał złożyć ofertę na pozostałą część spółki. Dotychczas miał taki obowiązek dopiero po przekroczeniu 40-proc. pułapu.

Zmiana ta uderza głównie w rodzinę Wallenbergów, która kontroluje pokaźną część szwedzkiej gospodarki poprzez udziały w wielu czołowych przedsiębiorstwach. Przeciwnicy tak dużej koncentracji własności starają się osłabić jej wpływy. Zwłaszcza że notowania należącego do Wallenbergów holdingu Investor spadły o 58% w stosunku do rekordowego poziomu z lutego 2001 r.

Wiceprezes holdingu Jacob Wallenberg stwierdził jednak, że zmiana zasad dotyczących przejęć nie zmieni, przynajmniej w najbliższej przyszłości, jego polityki inwestycyjnej. Inwestor posiada wprawdzie ponad 30-proc. udziały w spółkach Ericsson, Saab i WM-data, ale wszedł w ich posiadanie wcześniej i nie zamierza dokonywać w nich jakichkolwiek korekt. Jacob Wallenberg traktuje nowe reguły jako gwarancję dla wszystkich akcjonariuszy, łącznie z mniejszościowymi: po przekroczeniu 30-proc. pułapu większościowy udziałowiec zaoferuje im zakup pozostałych walorów po takich samych cenach.

Niechętni wobec zmian Wallenbergowie sprzeciwiają się też proponowanemu zniesieniu w krajach UE akcji uprzywilejowanych, które dają ich właścicielom większą ilość głosów w stosunku do posiadanych udziałów. Powołują się przy tym na prawo obowiązujące w Szwecji od XIX wieku, a także analogiczne zasady w USA, gdzie około 450 firm ma dwa rodzaje akcji, w tym należący do Warrena Buffetta Berkshire Hathaway.

Dla Wallenbergów stawka jest w tym wypadku wysoka. Na przykład, w Ericssonie mają oni - łącznie z grupą, której przewodzi Svenska Handelsbanken - aż 80% głosów przy zaledwie 10-proc. udziale. W spółce Electrolux do Investora należy tylko 6% akcji, a mimo to ma on tam 24% głosów. Ewentualne pozbawienie obecnych praw Wallenbergowie uznaliby za wywłaszczenie. Zresztą proponowaną w UE zmianę struktury własnościowej kwestionują także Niemcy, mimo że kilka lat temu byli jej inicjatorami. Przeciwni są też Brytyjczycy.