Podczas środowych notowań inwestorzy wykazywali jeszcze oznaki rozgrzania poniedziałkowym wzrostem. Generalnie rosły spółki, na których we wtorek mieliśmy wyraźną realizację zysków. Tyle że szczególnie na TP i PKN obroty były sporo mniejsze. Kupujący te papiery we wtorek nie chcieli ich po prostu sprzedawać bez zysku, a nie było wystarczającego kapitału, by wyprowadzić ceny na wyższe poziomy.

Pierwsza spółka z indeksu DJIA - Alcoa - opublikowała wyniki za II kwartał. Zysk był mniejszy niż w ubiegłym roku, ale ciut lepszy od prognoz. Skąd my to znamy? Bez wątpienia nie jest to dobry zwiastun przed rozpoczynającym się na dobre w przyszłym tygodniu "earnings season". Jednak ważniejsza od samego wyniku będzie reakcja nań inwestorów. Na początku handlu walory Alcoa spadały o ponad 1% mimo to, że w obrocie posesyjnym po zakończeniu wtorkowych notowań wyraźnie zwyżkowały. Nie ma się co dziwić takiej reakcji. Oczekiwania są wyśrubowane bardzo mocno. Ostatnio część komentatorów zastanawiało się już nie tyle nad tym, czy, ale o ile spółki przekroczą prognozy, co dodatkowo podgrzewało atmosferę.

Niekorzystnym zjawiskiem dla amerykańskich rynków akcji jest trwający od połowy czerwca wzrost rentowności obligacji skarbowych. Tworzy to dla inwestorów bardziej interesującą alternatywę - rentowność 10-letnich papierów w tym czasie zwiększyła się o 19%, z 3,1 do 3,7%. Jeden z najpopularniejszych modeli wyceny giełdowej stwierdza, że stopa zysku z akcji (obliczana jako odwrotność wskaźnika C/Z) powinna być co najmniej dwa razy większa od rentowności długoterminowych obligacji. To oznacza, że teoretyczna wartość C/Z, przy której można rozważać kupno akcji w USA, obniżyła się przez 3 tygodnie z 16 do 13,5. Przyjmując, że wyniki spółek z indeksu S&P 500 będą w tym roku zgodne z wciąż optymistycznymi prognozami analityków, otrzymujemy C/Z na poziomie 20 za okres III kw. 2002-II kw. 2003 r. i 18,6 na koniec roku. Wynika z tego, że akcje w USA są obecnie przewartościowane o ok. 30%.