W artykule "Próchnik modli się o akcjonariuszy" (PARKIET, środa 9 bm.) informowaliśmy, że spółka nie ma żadnego dużego udziałowca, a ostatni, który uciekł z tonącego (ale jakoś od lat niezatapialnego) okrętu - NFI Piast - był jedynym (!) inwestorem, który stawiał się na walne zgromadzenia akcjonariuszy. Po publikacji tekstu coś się zmieniło: zdecydowanie wzrosły - i tak przecież wysokie - obroty. Wprawdzie wciąż nie ujawnił się żaden duży akcjonariusz, ale kto wie? Może udało nam się kogoś ośmielić i wkrótce, po dodatkowych zakupach, pierwszy odważny zaprezentuje się szerokiej publice?
Jak rozwiązać drugi problem? Zarząd modli się, by na najbliższe walne ktokolwiek się zarejestrował. Sprawa jest poważna, bo spółka może zostać bez rady nadzorczej. Daleko mi do boskiej omnipotencji, ale mam propozycję. Otóż polecam zakup niewielkiego pakietu akcji Próchnika (są po niespełna 50 groszy, a więc inwestycja nie będzie zbyt kosztowna), następnie ich zarejestrowanie na walne i wybranie samego siebie na członka rady nadzorczej (taki punkt jest w porządku obrad najbliższego WZA). Z raportu rocznego Próchnika wynika, że członkowie rady otrzymują wynagrodzenie. Jeśli tak, inwestycja w groszowe papiery spółki powinna nam się szybko zwrócić. Zarząd będzie szczęśliwy, że jego modlitwy zostały wysłuchane, a spółka będzie miała pełną radę nadzorczą. Pozostali zaś inwestorzy, którzy chętnie handlują papierami spółki na giełdzie, ale mają w nosie własne prawa, niech sobie plują w brodę. A jeśli ktoś jeszcze wpadnie na taki pomysł? Cóż, rada liczy trzech członków, dla tylu inwestorów jest więc w niej miejsce. Tak dużej frekwencji na walnym Próchnika dawno już nie było...