Poniedziałek przyniósł zahamowanie obserwowanego w zeszłym tygodniu wzrostu notowań ropy. Wśród uczestników międzynarodowego rynku naftowego panowało bowiem przekonanie, że OPEC powstrzyma się przed ograniczaniem podaży tego surowca. Podczas zapowiedzianego na 31 lipca spotkania ministrowie państw członkowskich utrzymają prawdopodobnie limity wydobycia na obecnym poziomie, gdyż od ponad czterech miesięcy ceny ropy pozostają w ustalonym przez tę organizację przedziale 22 USD - 28 USD za baryłkę, a ostatnio zbliżyły się do jego górnej granicy. Za decyzją taką przemawia niewielki wciąż eksport ropy przez Irak, gdzie zdewastowane pola naftowe wymagają pokaźnych nakładów, aby przywrócić przedwojenny poziom wydobycia. W czerwcu wynosiło ono około 640 tys. baryłek dziennie wobec 2,5 mln w lutym. Tymczasem władze w Bagdadzie zawierają z odbiorcami ropy długoterminowe umowy, które mają zapewnić Irakowi stabilne dochody. Wczorajszemu spadkowi notowań sprzyjał też przewidywany wzrost zapasów paliw płynnych w USA. Ostatnio rezerwy ropy były tam o 11% mniejsze niż przed rokiem. W tych okolicznościach za baryłkę gatunku Brent z dostawą we wrześniu płacono wczoraj w Londynie 27,82 USD wobec 28,18 USD w końcu zeszłego tygodnia.
Na szczególną uwagę zasługiwała najwyższa od początku roku cena miedzi. Metal ten w kontraktach trzymiesięcznych zdrożał w Londynie do 1773 USD za tonę, z 1752,50 USD w piątek.
Na rynku złota trwał rozpoczęty przed tygodniem wzrost notowań i w poniedziałek po południu uncja tego kruszcu kosztowała w Londynie 365,90 USD wobec 362,75 USD w końcu sesji piątkowej.