Reklama

Nie można dłużej tolerować choroby finansów państwa

Z Leszkiem Balcerowiczem, prezesem Narodowego Banku Polskiego, rozmawia Lesław Kretowicz

Publikacja: 31.07.2003 09:30

Na jakim etapie są rozmowy z resortem finansów na temat wykorzystania środków NBP na wcześniejszą spłatę zadłużenia zagranicznego?

Zgodnie z wcześniejszymi propozycjami NBP, zastanawiamy się z MF, na ile NBP może wesprzeć rząd polski w opłacalnym wykupie części długu. Podkreślam jednak, że skala tej operacji nie może być duża, wielkość rezerw walutowych ma bowiem istotne znaczenie dla naszej gospodarki. One nie tylko dają duże dochody dla budżetu, ale i gwarantują stabilność kursu naszej waluty, umacniają wiarygodność kraju.

Proszę o więcej konkretów.

Gdy się pojawią, będzie czas, aby o nich rozmawiać.

Ministerstwo chce od NBP 1-1,5 mld dolarów, ale jeden z członków Rady Polityki Pieniężnej - Dariusz Rosati - twierdzi, że bank zgodziłby się nawet na 4 mld. Jaką kwotą bank centralny wesprze więc polski rząd?

Reklama
Reklama

Prof. Rosati wypowiadał się we własnym imieniu, nie jest to stanowisko NBP. Decyzje w tym zakresie przysługują zarządowi banku.

Załóżmy więc, że NBP udziela rządowi pomocy. Jaką ma jednak gwarancję, że nie będzie to ostatni taki ruch? I skąd pewność, że środki zostaną spożytkowane właściwie?

To jest umowa, więc decyzja musi być oparta na zgodzie dwóch stron. Aby do niej doszło, muszą zostać spełnione pewne warunki. Najważniejszym jest, że musi się to opłacać krajowi. Dzięki tej operacji musimy mianowicie zaoszczędzić pewną kwotę pieniędzy. To oznacza, że oprocentowanie, jakie płacimy od wykupionego długu, musi być wyższe od odsetek osiąganych z tej cząstki naszych rezerw dewizowych, którą przeznaczylibyśmy na jego wykup. Po drugie, wysokie rezerwy walutowe działają jak silna armia - bronią nas nawet wtedy, gdy się ich nie używa. Przeciwdziałają próbom ataków spekulacyjnych, a to leży również w interesie rządu. Skala operacji nie może więc być duża.

W piątek rząd przyjął założenia do budżetu na 2004 r. Czy nie są one zbyt optymistyczne, np. 5-proc. wzrost PKB?

Nie można wykluczyć, że wzrost gospodarczy wyniesie 5% PKB. Głównym problemem nie jest jednak tempo wzrostu w 2004 r., lecz w dłuższym okresie. W gospodarce rynkowej mamy cykle koniunkturalne, po okresie spowolnienia przychodzi przyspieszenie. Jednak nie będzie ono trwało długo, jeśli zasadniczo nie poprawi się sytuacji finansowej państwa. Chodzi o trwałe zmniejszenie deficytu - poprzez reformy wydatków.

Deficyt na poziomie 45,5 mld zł w 2004 r. daje szansę na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu w kolejnych latach?

Reklama
Reklama

Każdy deficyt, który prowadzi do narastania długu publicznego w relacji do PKB, jest niebezpieczny dla rozwoju gospodarki.

Wierzy Pan w wolę polityczną obecnego rządu, aby go redukować? Aby reformować finanse publiczne?

Tolerowanie narastającej choroby finansów publicznych byłoby nie do pogodzenia z rozwojem ekonomicznym. Rząd musi więc zadać sobie pytanie, jakie byłyby perspektywy polskiej gospodarki i społeczeństwa, gdyby taki stan trwał.

Dług publiczny zbliża się do granicy 55% PKB. Jedno większe zawirowanie na rynku walutowym grozi przekroczeniem tej bariery. Czy w razie nagłego osłabienia złotego NBP zdecyduje się na interwencje na rynku walutowym?

Nasza polityka nieinterweniowania sprawdzała się między innymi dlatego, że samo posiadanie dużych rezerw walutowych stabilizuje kurs. Podzielam obawy co do narastania długu, ale liczę, że w ślad za nimi pójdą działania zmierzające do odwrócenia tej niebezpiecznej tendencji. Po to wypowiadamy prognozy ostrzegawcze, aby się one nie sprawdzały. Taka jest ich funkcja.

Stabilny kurs złotego powinien być więc obiektem szczególnej troski resortu finansów...

Reklama
Reklama

Minister finansów Andrzej Raczko słusznie zwrócił uwagę na wpływ zmian kursu złotego na poziom długu publicznego. Są jednak dodatkowe, ważne powody troski o stabilność pieniądza. Stabilny kurs jest jednym z podstawowych warunków stabilności cen. Po drugie, spora część kredytów gospodarstw domowych i przedsiębiorstw jest zaciągnięta w walutach obcych. Dla NBP także może pomóc konsumentom, obniżając rezerwę obowiązkową banków. Kiedy zdecyduje się na taki krok?

To jest przedmiotem analiz. Najpierw należy rozpoznać skutki takiej decyzji. Ewentualne obniżenie rezerw może okazać się sprzeczne z innym celem NBP, czyli ewentualną likwidacją nadmiernej płynności banków.

Może więc trzeba nadal obniżać stopy procentowe?

Mówiąc o stopach NBP ,trzeba sobie uświadomić, jak dużych obniżek już dokonaliśmy. Od lutego 2001 obniżaliśmy stopy procentowe 20 razy, redukując poziom głównej stopy referencyjnej z 19 do 5,25%. Po drugie, musimy pamiętać, że nasza gospodarka znajduje się w fazie ożywienia gospodarczego. Warto wreszcie sobie przypomnieć, że trzy lata temu stopy amerykańskiego Fedu wynosiły 6%.

Z Pana wypowiedzi wynika, że rola NBP w pobudzaniu wzrostu jest już niewielka, wszystko leży w rękach rządu. Przedsiębiorcy postulują obniżkę podatków i wprowadzenie stawki liniowej. To dobry pomysł?

Reklama
Reklama

Z punktu widzenia gospodarki, podatek proporcjonalny najbardziej sprzyja likwidacji szarej strefy, która w Polsce jest niemała. Jest także najlepszy z motywacyjnego punktu widzenia - nie karze ludzi, którzy uczciwie zwiększają swój dochód. Trzeba jednak pamiętać, że wprowadzenie podatku liniowego musi być elementem całościowej reformy budżetu. Nie można dyskutować o podatkach, nie myśląc o wydatkach.

Przeciwnicy tego podatku mówią, że spowoduje on dziurę w budżecie...

Nie przy każdej konstrukcji tak musi być! Gdy w 1999 r. proponowałem jego wprowadzenie, był on neutralny dla budżetu. Moim zdaniem, największe zalety ma stawka bez żadnych ulg i bez kwoty wolnej. To daje największą prostotę i odbiurokratyzowanie systemu i aparatu podatkowego.

Tymczasem obciążenia fiskalne stale rosną. Od 1 stycznia 2004 r. ma wejść w życie podatek giełdowy, który prawdopodobnie spowoduje odpływ kapitału z naszego parkietu...

Nie chcę polemizować z pomysłami MF, ale powiem wprost - w Polsce należy wzmacniać rolę rynku kapitałowego, bo mamy system finansowy, w którym dominują banki. Potrzeba większej różnorodności.

Reklama
Reklama

Może więc lekarstwem dla polskiej gospodarki jest jak najszybsze wejście do strefy euro? NBP jest zwolennikiem takiego rozwiązania.

Opowiadam się za strategią gospodarczą, dzięki której moglibyśmy przyjąć euro w najszybszym możliwym terminie, czyli w 2007 r. Ta strategia musiałaby bowiem zakładać m.in. szybkie uzdrowienie finansów publicznych, bo tylko w takim wypadku można wejść do strefy euro. Jeśli ktoś mówi, że chce szybko wejść do unii walutowej, mówi też, że chce reformować finanse państwa, co jest konieczne dla trwałego rozwoju naszej gospodarki.

Jakie są więc najważniejsze zalety funkcjonowania w ramach wspólnej waluty?

Polska przez handel i cykl koniunkturalny jest już mocno zintegrowana z UE. Jednocześnie jesteśmy krajem o stosunkowo niewielkiej gospodarce, otwartym na przepływy kapitału. Przy takich cechach strukturalnych gospodarki odkładanie wprowadzenia euro może być bardziej ryzykowne niż wejście do strefy euro. Wprowadzenie wspólnej waluty daje dodatkowo istotne korzyści, m.in. usuwa ryzyko kursowe, a dzięki temu daje szansę na poprawę eksportu, który z kolei wzmacnia wzrost gospodarczy.

W strefie euro wcale nie jest tak różowo, tamtejsze kraje także przeżywają ogromne kłopoty gospodarcze.

Reklama
Reklama

Nie jest to jednak wynikiem przyjęcia wspólnego pieniądza. Niemcy, Francja i Włochy cierpią z powodu braku reform rynku pracy czy wydatków socjalnych. Stopy w strefie euro są nawet dla Niemców najniższe od kilkudziesięciu lat, więc twierdzenia o negatywnym wpływie polityki Europejskiego Banku Centralnego na gospodarkę w tym kraju są bałamutne. Natomiast bezsprzeczne jest to, że kraje, które nastawiły się na przyjęcie euro, bardzo na tym skorzystały. Najlepszym przykładem jest Grecja. Jednak do tego potrzeba polityków większego formatu.

Są tacy w Polsce?

Wierzę, że tak

Najpierw należy jednak zadać sobiCoraz silniejsze są głosy z EBC, że powinniśmy poczekać, nigdzie się nie spieszyć.

Tak samo było w przypadku Grecji. Z góry trzeba natomiast założyć, że nikt nas tam nie zaprosi, my sami musimy uznać to za nasz priorytet. Nie należy przejmować się zniechęcającymi głosami i robić swoje.

Kiedy i na jakim poziomie należy zdecydować się na usztywnienie kursu złotego przed wejściem do unii monetarnej?

Parytet centralny, czyli kurs, po jakim będziemy wchodzić do strefy euro, w dużym stopniu będzie się opierać na kursie rynkowym. Tworzone są oczywiście modelowe wyliczenia, ale z góry wiadomo, że dadzą szeroki przedział wahań.

To będzie duży przedział, biorąc pod uwagę nieprzewidywalne w ostatnich miesiącach zachowanie się kursu złotego.

Generalnie, nie jest możliwe precyzyjne przewidywanie kursu walutowego. To efekt ogromnej zmienności sił, które wpływają na rynek walutowy. Nikt przecież nie przewidział osłabienia euro wobec dolara po jego wprowadzeniu, podobnie jak teraz silnego umocnienia. Zamiast trudzić się więc przewidywaniem kursu złotego, lepiej skupić siły na uelastycznieniu gospodarki, naprawie finansów publicznych czy wyprowadzeniu polityki z przedsiębiorstw.

Wkrótce będzie Pan kierował nową Radą Polityki Pieniężnej. Czy wierzy Pan, że będą w niej zasiadać fachowcy, a nie politycy?

Przyjmuję założenie, że parlament nie będzie wybierał ludzi z myślą, aby dokonali destrukcji w banku centralnym. Uważałbym, że tego rodzaju decyzje miałyby katastrofalne skutki dla społeczeństwa i samych rządzących.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama