Przebieg wczorajszej sesji mógł rozczarować niejednego byka. Początek notowań był bowiem bardzo obiecujący. Po niskim otwarciu kurs kontraktu szybko piął się coraz wyżej. Po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym zwyżka nabrała tempa i znaczenia. Kurs zbliżał się do okolic szczytu. Powodem takiej "mocy" rynku był fakt wyjścia cen akcji TP ponad 15 zł. Zdjęcie w szybkim tempie nawisu podaży, jaki na tym poziomie wisiał, rozbudził nadzieje na nowe maksima całego trendu.

Za TPS nie poszły inne spółki. Przez dłuższą chwilę wydawało się, że cały rynek kasowy skupił się na papierach TPS. To tu odbywał się niemal cały obrót, a reszta spółek była tylko tłem. Kontrakty zaczęły się poruszać w rytm wahań telekomu. Po krótkim pobycie nad 15 zł ceny TPS spadły ponownie na ten poziom. W tym samym czasie gracze na rynku terminowym zaczęli poważnie wątpić w sukces ataku na TPS. Baza ponownie się rozciągała. Przez resztę sesji ceny osuwały się na coraz niższe poziomy, by osiągnąć minimum na końcowym fixingu. Notowania TPS skończyły się na 14,7 zł

Mamy zatem dwa poważne sygnały słabości rynku. Pierwszym jest brak popytu na nowych maksimach, co sugeruje, że wybicie było fałszywe. Drugi sygnał to scenariusz trójkąta rozszerzającego się, który powoli staje się realny. Sprawą otwartą pozostaje, czy jest to faktycznie trójkąt, który kończyłby obecne wzrosty, czy też pierwsza część formacji diamentu, która może okazać się jedynie korektą dotychczasowych wzrostów. Na to pytanie odpowiemy sobie w okolicy ostatnich dołków (1319 pkt). Jeśli to "tylko diament", to spadek powinien się tam zatrzymać. Zejście niżej, czyli dalszy ciąg trójkąta, może postawić pod znakiem zapytania kontynuację wzrostów. Diament daje 50% na wzrost, trójkąt już mniej.