Po ostatniej publikacji struktury portfeli funduszy emerytalnych muszę uderzyć się w pierś. Spekulacje sprzed miesiąca, że to właśnie OFE rozpoczynają dynamiczne zwiększanie alokacji w akcje okazały się błędne. Uwzględniając mocny wzrost kursów, przelewy nowych środków, oraz przecenę obligacji, wyraźnie widać, że OFE pomimo niskiego udziału akcji pozostawały w lipcu dalej bierne. Wbrew pozorom, taka sytuacja sprzyja bykom, gdyż historycznie patrząc, górkę zawsze niezawodnie wyznaczał dopiero odbiór akcji przez OFE od (jak powiedział jeden z prezesów) "naturalnych partnerów zagranicznych". Oczywiście pozostaje pytanie, czy to konieczność?
Nieco dalsza historia wyjątkowo bowiem bykom nie sprzyja. Indeks S&P500 cały czas konsekwentnie realizuje scenariusz narysowany w 1996 r. przez japoński Nikkei. Analogia ta wydaje się tak prosta i oczywista, że chyba naprawdę nikt w nią nie wierzy. A szkoda, bo wielokrotnie pozwoliła przewidzieć punkty zwrotne. Kolejnym jej etapem jest wyraźne przebicie wsparcia 965 pkt na S&P500. Wczoraj niedźwiedzie po miesięcznej przerwie znowu podjęły to wyzwanie i obecnie należałoby się zastanawiać nie "czy", ale "kiedy" im się to uda.
Tylko takie wyraźne wskazanie kierunku przez zagraniczne parkiety może teraz przerwać marazm i wakacje funduszy na polskim rynku. W przeciwnym wypadku emocje na kontraktach ograniczą się jedynie do pierwszych minut sesji, w których reakcja na zachowanie zachodnich indeksów ustala poziom stabilizacji. Trudno bowiem prognozować, że więksi gracze czekający na wyniki kluczowych polskich spółek (PEO w piątek, ostatnia TPS 14 sierpnia) będą robili przemeblowania w portfelach. Dla inwestorów o najkrótszym horyzoncie wskazówką powinno być zamknięcie którejkolwiek z ostatnich luk.