Wczorajsza sesja miała chyba potwierdzić, że polskim inwestorom niestraszne zawirowania na rynkach zachodnich. Mimo pogarszającej się sytuacji na giełdzie w USA, spadkach na parkietach europejskich, u nas pojawił się popyt. Moment jego pokazania się był znamienny, co widać na wykresie. Zaczęło się od trzech największych spółek (PEO, PKN i TPS), ale po jakimś czasie kupujący zainteresowali się także resztą rynku.
Sama sesja na rynku terminowym zaczęła się mało optymistycznie. Spadek cen sięgnął poziomu 1340 pkt. Tu biegła linia, która mogła stanowić wsparcie przy ewentualnym rysowaniu formacji diamentu. Była to bowiem linia równoległa do lewego górnego ograniczenia tej formacji. Spadek się na niej zatrzymał, a po chwili do dzieła przystąpili kupujący, którzy przy wtórze kolegów na rynku kasowym zamknęli lukę bessy z wtorku. Wzrost trwał nieprzerwanie aż do poziomu, który można było określić, jako górne prawe ograniczenie formacji diamentu. Wzrost zatrzymał się na 1368 pkt. Diament został oszlifowany i po chwili... zmiażdżony. Popyt był tak zdeterminowany, że szybko przekreślił możliwość wystąpienia formacji lub, jak kto woli, od razu się z niej wybił. W takiej sytuacji nie pozostawało nic innego, jak dalej kupować. Kupno zostało przerwane dopiero przez zakończenie notowań. Maksimum sesji na zamknięciu mówi samo za siebie.
Analiza tego, co się wczoraj wydarzyło, nie jest chyba zbyt skomplikowana. Nastroje na rynku były niedźwiedzie i ktoś zapalił zapałkę, która zamieniła rynek w pożar. Tratujący się nawzajem posiadacze krótkich pozycji tylko podniecali płomień. Po takiej sesji raczej trudno nastawiać się na spadki Nowy rekord trendu sugeruje, że będzie on kontynuowany. n