Ostatnie miesiące to silne wzrosty na rynku akcji. Czy są uzasadnione?
Od pewnego czasu z gospodarki napływają sygnały wskazujące na długo oczekiwane ożywienie. Na pierwszy plan wysuwają się dane o dynamicznie rosnącej produkcji przemysłowej. Można zatem stwierdzić, że wzrost na giełdzie warszawskiej ma podstawy i jest uzasadniony. Pytanie tylko, czy jego skala jest adekwatna do ożywienia. Z całą pewnością tak nie jest, jeśli za rzekomą podstawę wzrostu przyjmiemy bieżące dokonania polskiej gospodarki. W praktyce jednak giełda powinna dyskontować to, co stanie się w gospodarce w perspektywie kilku, może kilkunastu miesięcy. Skala zwyżki sugeruje zaś, że w 2004 r. czeka nas prawdziwy gospodarczy boom. Na weryfikację tej tezy trzeba będzie trochę poczekać, a to, czy rynek miał rację, okaże się najwcześniej za kilka miesięcy.
Kto przystąpił do wzmożonych zakupów - czy są to inwestorzy krajowi, czy zagraniczni?
Trwającą obecnie falę wzrostową rozpoczęły prawdopodobnie instytucje zagraniczne od akumulacji polskich akcji, która miała miejsce na przełomie I i II kwartału. Później zaś głównym motorem wzrostu były instytucje krajowe, w tym głównie fundusze, akcyjne i zrównoważone, zasilane silnym strumieniem gotówki przepływającym z depozytów bankowych oraz innych funduszy ukierunkowanych na inwestycje w papiery dłużne. Powodem tej gotówkowej "powodzi" okazały się zaś niskie stopy procentowe. W efekcie akcje stały się relatywnie atrakcyjnym towarem z punktu widzenia możliwej do osiągnięcia stopy zwrotu. Fundusze akcyjne zasilane w nowe kapitały nie mają wyboru i praktycznie są zmuszone do zakupu akcji.
Skąd wzięła się "moda" na mniejsze spółki?