W większości banków inwestycyjnych w momencie awarii zadziałały mechanimy wprowadzone po zamachach terrorystycznych sprzed dwóch lat. W piątek odbyły się normalne sesje na Nasdaqu i NYSE, choć wolumen obrotów był bardzo niski z braku zleceń składanych przez wielkich inwestorów. Jedynie najmniejsza z nowojorskich giełd - Amex - ruszyła dopiero o 15.45, na kwadrans przed planowanym zamknięciem. Powodem opóźnienia nie był jednak brak prądu w systemach komputerowych giełdy, ale moc generatorów, niewystarczająca do zasilenia systemów klimatyzacyjnych na parkietach.

Pracujący tego dnia na Wall Street skarżyli się w piątek jedynie na drobniejsze niedogodności, takie jak kłopoty z komunikacją przez telefon czy brak personelu w siedzibach manhattańskich biur wielkich banków inwestycyjnych. Jednak system komputerowy NYSE działał bez żadnych zarzutów.

W bankach inwestycyjnych prawie natychmiast zadziałały rezerwowe generatory i systemy komputerowe. W Goldman Sachs proces ten zajął około 20 sekund. Podobnie było w innych instytucjach - Lehman Brothers, Merrill Lynch czy CBIC Markets. Także centrala J.P. Morgan Chase nie odnotowała przerwy w dostawie prądu, ale w kilku miejscach (podobnie jak w przypadku innych banków) przestał działać system bankomatów. Żadna z wielkich firm finansowych nie odnotowała utraty swoich danych komputerowych, choć w wielu lokalnych oddziałach nie działały komputery. Paraliż komunikacji miejskiej unieruchomił w nocy z czwartku na piątek wielu pracowników z Wall Street dojeżdżających z dalszych przedmieść, którzy musieli spędzić noc w swoich biurach.

Specjaliści od ochrony danych podkreślają, że po wydarzeniach ostatnich lat większość dużych spółek, czyli wchodzących w skład indeksu Fortune 500, przygotowała się na najgorsze. Dzięki temu "wielka awaria 2003" - jak w USA zaczęto nazywać ostatnią energetyczną katastrofę, nie stanowiła dla świata finansów większego problemu.